31.10.2008

Pancerne kobiety

Mężczyźni dzielą się na dwa typy - tych, którzy kochali (kochają) się w Marusi i tych, którzy kochali się w Lidce.

Nie wierzę w wiarygodność oświadczenia: "Wolę Lidkę". I tak wszyscy w snach brali Marusię.
Dla mnie Lidka jest kobietą od poniedziałku do piątku...a Marusia - weekendowy deser.

Poza tym, jak to skomentowała siostra, a siostry wiedzą:
"Marusia jest tylko na niedziele, bo jak ją bedziesz brać częściej to umrze."

24.10.2008

Nieodparte parcie

Szóste spotkanie z cyklu SzR - "Wsparcie przy parciu".
Żona może przeć jedynie mentalnie. Mąż wręcz przeciwnie.

"Proszę włożyć piłkę pod koszulkę męża" - Gdybym wiedział, że będę dziś rodził założyłbym coś bardziej obszernego.

"Jak idzie mężowi?". Oczy, którą mówią. A mówią: "Kiepsko". "Poprzyj jeszcze trochę - nabierz powietrza, wstrzymaj, przyj, popuść..." Jeszcze kilka sekund a dotrzymam kroku poleceniom.
Piłka wciśnięta pod koszulkę, zaciśnięty pasek od spodni, świeżo wchłonięty kurczak, zapieczony z gruszkami... Niebezpiecznie.

Czego się nie zrobi aby choć raz w tygodniu żona miała wrażenie, że to ona czuje się lepiej.

09.10.2008

SzR

Głębiej... szybciej, szybciej... pasuj, pasuj...

Wbrew pozorom to nie fragment niemieckiej telepornonoweli.
Nie jest to również wolne tłumaczenie podręcznika kamasutry ani podsłuchane przez ścianę sypialni wyznanie kochanków.

Tak oto przebiega nowa edukacja. Prawo jazdy kategorii R. Szkoła rodzenia.

Nauka oddychania zaliczona.

05.10.2008

Lepkie wykształcenie

Ja: Dodałem nowy lepiuch:

Lepiej w nocy z topielicą,
niż przed ołtarz z nałożnicą

Żona: No, to znów będziesz miał poparcie emerytek.
Ja: Emerytki!? Przecież poparłyby tym samym sodomię.
Żona: Eh... sodomia to seks faceta z facetem.
Ja: Hmm... chodziło mi o gomorię.


Dobrze, że choć jedno z nas wykształcone.

02.10.2008

Nosferatu

Dziś w Teatrze Narodowym wystąpił praojciec wampirzego półświatka. Po nieco nadmuchanym misiowaniu się przedstawicieli Polski i Niemiec, ktorych to dzień jedności dziś obchodzimy, rozpoczęła się uczta kinomana i melomana w jednej przyjemnie słodkiej kropli.

Poniżej zlepka rzeczowników, przymiotników oraz cytatów, najlepiej oddających atmosferę wieczoru.

"Pan dalej nie jedzie, w lesie grasuje diabelski wilk". Przebitka. Na przefiltrowanym na niebiesko "nocnym obrazie" zagubiona hiena pyta - "Co ja robię w lesie?". Echo nic nie odpowiada. Sala skanduje szeptem "Hiena.. hiena.. hiena...".

"Pana żona ma piękną szyję". Uroczy, wampiryczny fetyszyzm.

Przez pierwsze dwa akty dwie połączone orkiestry, polska i niemiecka, gonią obraz... jest dosłownie sekundę, dwie przed nimi. Rozpraszają. Właścicielka pięknej szyi twierdzi, że niezauważalnie. Swoją drogą - wciąż nie wiem jaki ukryty znacznik pozwala na synchronizację. Udaje się to w pełni w trakcie trzeciego, czwartego aktu. Jestem zachwycony kiedy równocześnie z uderzeniem zegara śmierci na ekranie rozbrzmiewa dźwięk talerza z "kanałowej" (skanalizowanej?) orkiestry. Skupiony na tym fakcie liczę uderzenia. Dzyń, dzyń...jedenaście, dwanaście,... trzynaście ?? Błąd w partyturze? Pomyłka muzyka? Może specyfika zegarów na transylwańskich zamkach?

Wiara w widza. Ten sam list odczytany dwukrotnie - w trakcie pisania oraz u adresata - brudnostopej Elleny.

Niemiecki romantyzm. Ukochana wśród wydm... krzyży.

Gardło zaczyna atakować chłód. Po sali rozbrzmiewa pomruk odchrząkaczy... nasilający się w chwilach zwiększonej emisji ciemnego światła (lub jak kto woli - zmniejszonej absorpcji jasnego cienia). Pierwsze skutki obcowania z mrocznym dziełem mistrza Murnau?

Nosferatu mknie przez zadżumione miasto z ulubionym modelem trumny pod pachą. Narodziny wzorca skradającego się szpiega. Cień na ścianie umacnia w przekonaniu obcowania z oryginałem przyszłych scen grozy w leksykonie horroru.

"Komary to prawdziwa plaga tutaj. Ukąsiły mnie na szyi dwa obok siebie".

Piękne.

01.10.2008

Żona pyta męża

(analizując wykresy google analytics)

Ż: Kogo mamy znajomego w Pensylwanii?
M: Pewnie jakiegoś wampira.
Ż: To chyba w Transylwanii.
M: Może na wakacjach.