28.12.2006

Wystarczy nam siedemnaście sylab

Rok temu w śniegu
Zostały ślady kroków
Dzisiaj przy mnie śpi

19.12.2006

Z łomem na chińskie trumny

Dzień zapowiadał się spokojny. Nie słoneczny. Nie mroźny. Nijaki taki, ale spokojny. Montaż kilku serwerów na farmie starego MC Donalda. Ot, dzień jak co noc na cmentarzu.
Tylko szpadla nie było. Był łom. Zamiast krzyży - ból krzyża.

I nie gasnąca fascynacja: "człowiek potrafi". A człowiek w Chinach... hmm... ja wiem - cenzura, blokowane portale, zamknięte kafejki, dożywocie za goły tyłek w filmie ukrytym na dysku. Oni chyba po prostu nie lubią komputerów. Czują się osaczeni nową technologią, która na kształt demonów paraliżuje ich samym wyobrażeniem.

Stara prawda - kiedy wszystkie rozwiązania zawiodły, nie znasz odpowiedzi, a życie zmusza cię do podjęcia decyzji - spójrz za siebie. Ktoś już musiał to robić w przeszłości. Ktoś może znalazł rozwiązanie przed tobą. Nie wiedziałem jednak, że Chińczycy są tak dalekowzroczni i oglądając się za siebie wylądują rzutem oka w podaniach ludowych, legendach. Mieli racje - tam o demony najłatwiej. Są demony, są metody ich pokonania.



Serwery przyleciały z Chin w drewnianych trumnach. Zabrakło tylko osikowego kołka wbitego w procesor... ale może znają inne legendy. Może przed zabiciem trumien gwoździami rzucili na nie urok. Fakt - trzy z siedmiu serwerów nie przeżyły zaklęcia.

23.11.2006

Sztuczne łzy

Wczorajszy dzień spędziłem na nagraniu odcinka serialu Sędzia Anna Maria Wesołowska.

Miesiąc przygotowań, nauka roli, próby tekstu przed telefon na parkingu przed firmą. Teraz tylko egzemplarz scenariusza, leżący na parapecie okna, wspomnienie dnia który rozegrał się tuż przy domu Wielkiego Brata.

Ciężko opisać taki dzień, może dla ludzi "z branży" codzienny, dla mnie odrealniony, bez pamięci jego nazwy, kolejnych godzin; senne migawki.

Rozpoczęliśmy od generalnej próby tekstu. Później obiad. Wybór kostiumu. Makijaż.
Wybór kostiumu - brzmi dumnie. W rzeczywistości zmiana koszulki "pod kolor", spięcie jej agrafkami na plecach "aby lepiej leżała", i wybranie koszuli. Miała być marynarka, ale ta która wyglądała najlepiej zdobiła już plecy zbyt wielu świadków i oskarżonych.

Makijaż głowy. Golisz włosy - na podkładzie nie oszczędzisz.

Odprawa przed reżyserem. Ocena przygotowań. Dobre słowo dla stremowanych.

Mikroporty za pasek, kabelek przeciągnąć pod spodem. Próba urządzeń - powiedzcie fragment roli lub coś od siebie... coś od siebie. Rola - nie pamiętam. Sala sądowa zimna od poprzednich wyroków, a może to tylko nerwy. Po zapaleniu reflektorów ociepli się klimat.

Później już tylko mgnienia świadomości. Wejście publiczności. Wyprowadzenie nas świadków na korytarz sądowy. "Prosze wstać, Sąd idzie". Odczytanie aktu oskarżenia. Nerwy, zbliżającego się wejścia na salę sądową. Pierwszy świadek, drugi... trzeci - czas na mnie.

Wahadłowe drzwiczki jak w saloonie, prosto z westernu. Zamiast Johna Weyna... Anna Maria. Ja gram nieznanego kowboja, nie znają jeszcze mojej szybkości... wypowiadania słów. "Nazywam się Krzysztof Rusik..."
I nagle już siędzę. Obok matka oskarżonego listonosza. Za plecami mocherowa publiczność, która wybrała udział w nagraniu przed chłodem kościoła i jego wewnętrznym paciorkoturniejem "Kółko różańcowe", z udziałem wypomadowanych gwiazd parafii. Dziś błyszczą: "mam też telefon na Woronicza, mogę Pani podać.".

Teraz już spokojnie. Za chwilę - moje drugie wejście. Kunszt dramaturgii wystąpienia próbuje zaburzyć nękany przez reżysera obrońca... wstaję, siadam, podchodzę na miejsce składania zeznań, siadam, chcę zacząć, siadam... narasta irytacja wobec niemożności drugiego człowieka do zapamiętania jednego zdania. W końcu... "ja nie chciałem jej zrobić krzywdy..." [Stop, chcę widzieć łzy w jego oczach]. "Dam radę?..." Nie dowiem się - wezwana charakteryzatorka już dmucha mi w oczy "gwizdkiem" pachnącym "maścią z kotkiem". Oczy łzawią. Głos poddaje się emocjom wynikającym z roli. Drży. Staruszki nie wiedzą czy już mnie nienawidzieć czy płakać. Prokurator każe mnie aresztować. Tłum szaleje. Nirwana. Ktoś szlocha... ja.

Maść zapanowała nie tylko nad moimi oczami ale i górną częścią dróg oddechowych. Strażnik wyprowadza mnie w ostatnim momencie. "Czy ktoś mógłby mnie poczęstować chusteczką?"

Resztę nagrania ślędzę przez szparę pomiędzy dzwiami i futryną, patrząc to na plecy strażnika, to w obraz na wyświetlaczu kamery operatora stojącego tuż obok.

Brawa publiczności. Rozbrojenie mikroportu. Bus. Dom.

The End.

14.11.2006

Dzień z życia oficera

...czyli jak odbyłem przeszkolenie wojskowe w stopniu młodszego chorążego w warszawskiej Cytadeli.

Post Mortem czyli dobrego marznięcia pod okiem Andrzeja Wajdy początki.



Pobudka: 4:45
...a mialo być jak w piosence... godzina piąta, minut trzydzieści, kiedy...
w kolejce czekałem, aby swój mundur pierwszy odebrać, ale ostatni dostałem.

Przydział: Piechota
Oj, piechota - cały dzień w oficerkach za dużych o trzy numery i przyciasnej rogatywce.

Uzbrojenie: Brak
W końcu to niewola. NKWD za to dumna ze swoich karabinów z bagnetami, jak na potańcówce piorunochroniarzy.

Przyjemności: doskonały humor współtowarzyszy niewoli, paczka papierosów w kieszeni i ciepłe skarpety... dziękuję malutka ;-)

Nowe doświadczenia: salutowanie generałowi, dublowanie aktorów aby im tyłki nie zmarzły w chwilach ustawiania światła i kamer na planie... ehh... a kto ci powiedział, Wiśnios że mięso statysty różni się od mięsa armatniego?

Chwila nie-poezji: Zimno, zimno, zimno, sztuczny, sztuczny śnieg. Na śniadanie dwie drożdżówki a na do widzenia talerzyk grochówki.

06.11.2006

Czym jest Linux...

Czarnym ekranem z zielonymi literkami, który kasuje rzeczy starsze niż dwa dni.

Nusia, Złote myśli

01.11.2006

Święto zmarłych świętych

Uda rozgrzane... od laptopa ;-)
Efekt pracy - zmiany na stronie Koncentratu, w tym nowa galeria - Powiedz mi, że wyglądam bosko. Jest na co popatrzeć, więc zapraszam.

Poza tym, w skrzynce pocztowej czeka na mnie scenariusz do wydrukowania ;-)
Przeznaczenie ściga, oj ściga. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, już wkrótce zagoszczę w waszych odbiornikach telewizyjnych. Miejcie się na baczności! Nie będę grzeczny ;-)
Aby nie zapeszać chwilowo więcej nie zdradze. W poniedziałek próba. Czeka mnie weekend uczenia się roli. A później... kwiaty, wywiady - wątpie ;-) Z pewnością jednak nowe doświadczenie, i to nie ofiary gwałtu hihihi...

Jedno jest pewne - gospodynie domowe mnie nie polubią :D

28.10.2006

Nocny setup

Coś jest w tych światłach... mimo iż szedłem na setup jak zastępy Mordoru... zmęczony tygodniem, pracą - wystarczyło obwiesić sobie ramiona sześcioma lampami i uśmiech sam pojawił się na twarzy. Krótka powtórka z typów refektorów, mała robocza konsoleta i mnóstwo satysfakcji z każdego kolejnego strumienia światła przecinającego przestrzeń sceny w środku nocy. Ewa Garniec, Piotr Pawlik i ja. Kubek gorącej kawy w garderobie. Dyskusje o bliznach i o tym, co tak naprawdę fresnelem się zowie ;-)
Już wiszą... skończyliśmy o 3:30 na ranem mimo iż myślałem ok. godziny 21:00, że jedyne na co mnie stać to sen. Dzisiaj focusowanie i tworzenie programu, mniam. No i najważniejsze... Premiera... Toi Toi Toi.

21.10.2006

Skrót wiadomości

Po trzech tygodniach walki z nałogiem... znów palę. Słabość - niekoniecznie. Dym - odpoczynek, zaduma, nagroda... w tych i nie tylko tych chwilach jest ze mną. Pełznie po skórze, podąża za ruchem dłoni. Mówisz, że zabija... z pewnością. Kurgan powiedział kiedyś... it's better to burn in hell then to fade to gray. Coś w tym jest... moje życiowe motto?

W zeszły weekend miało miejsce wznowienie spektaklu Potańcówka. Niestety tym razem jesień i fakt niepremierowego pokazu zrobiły swoje, przez krzesełka przewinęło się jedynie ok.100 osób.
Daje to jednak w sumie ponad pół tysiąca widzów naszego przedstawienia.

Tym razem efektem zagrania spektaklu było zaproszenie wszystkich jego uczestników na casting realizowany dla pewnej dużej stacji telewizyjnej. Kto wie, kto wie... zawsze po cichu marzyłem aby został pogodynkiem, hihihi... lub w bardziej kryminalny sposób :x ...rozświetlić na niebiesko szyby ogromnej betonowej wsi. Tak czy siak - szklana pogoda.

Za tydzień, w sobotę odbędzie się premiera spektaklu Powiedz mi, że wyglądam bosko Grupy KONCENTRAT. Może znów będę miał okazję pomóc przy ustawianiu świateł. Może znów będę miał okazje spędzić weekend na drabinie :)

Po prawie dwóch miesiącach pracy w nowej firmie zaczynam powracać do normalnego trybu funkcjonowania, o czym mam nadzieję świadczy ten wpis w blogu, który został ostatnio przeze mnie sromotnie zaniedbany. Nie ukrywam, nowa praca pochłania siły - nowe obowiązki, nowa wiedza, nowe doświadczenia... dźwięku komórki rozbrzmiewającej o 1:30 w nocy... "słucham... tak.. dysk węgierskiego weba nie wytrzyma do rana?... ok, zaraz mu podam coś przeciwbólowego..." I tylko ciche kroki nusi sunącej do kuchni... zaraz wróci z nożem, na białą pierś tryśnie krew :D

27.09.2006

When the light begins to change...

czy wiecie co robią nocą w parku niegrzeczni chłopcy z niegrzecznymi dziewczynkami?
... zdjęcia :D

To już drugi raz kiedy miałem okazję współpracować z profesjonalnym fotografem. Tym razem okazją była sesja do spektaklu Grupy KONCENTRAT - Potańcówka.  Konfrontacja wspomnień poniedziałkowej nocy i efektu pracy pozostanie jedynie udziałem kilku osób, wszystkich jednak zapraszam do odwiedzenia galerii Koncentratu i  zobaczenia choć niewielkiej próbki umiejętności Tomka Dyczewskiego, naszych znakomitych choreografów - Anki Jankowskiej i Rafała Dziemidoka (ot, mała wazelinka przed próbami wznowieniowymi) oraz oczywiście mojej partnerki Katarzyny Galon i mojej nieskromnej osoby :P

http://koncentrat.com/gallery/index.html

26.09.2006

bofh

już prawie miesiąc w szeregu, już prawie miesiąc pod nowym sztandarem, po siedmiu latach zmiana przydziału...

Jednostka specjalna - Bastard Operators From Hell.

Tylko czy aby napewno to właśnie od siarki tak bolą wieczorem przekrwione oczy?
być może, w końcu to TCC... Tactical Chemical Corps?

28.08.2006

Dwóch mentorów

Dzięki uprzejmości Ewy Garniec z Grupy KONCENTRAT mogłem wczoraj rozpocząć naukę obsługi pulpitów sterowniczych oświetlenia teatralnego. Myślę, że zacząłem od dobrego modelu, jakim jest produkt firmy ADB - pulpit MENTOR.



Ewa dała mi szansę poznać metody włączania/wyłączania pojedynczych obwodów jak i całych ich grup, programowania poszczególnych scen, układania i wywoływania ich sekwencji. Potrafiła z cierpliwością prawdziwego mentora odpowiedzieć na wiele moich, często błahych pytań. Mam nadzieję, że to dopiero początek nauki.

Po całym dniu pracy zupełnie inaczej ogląda się spektakl, czując w mięśniach i każdej kropli potu ile wysiłku kosztowało jego przygotowanie.

Pochylam nisko głowe, również dzięki lekcji pokory na drabinie ;)

21.08.2006

Diavoli argilla

Najpierw chłodna i lepka... przylega do ciała jak dotyk spoconej dłoni...
Brunatna i krwista. Twardnieje z każdą minutą, ruchem, z każdym kolejnym błyskiem flesza.
Wrasta w ciało.
Pierwsza pojawiła się narośl na czole; namiastka rogów?
Dłonie zaczęły obrastać nią i pękać niczym kruche, pieczołowicie lepione naczynia.
Później pojawiły się ostrogi. Wyrastały nie tylko z pięt. Głównie spomiędzy palców, z każdym kolejnym krokiem po jego ciele... nieruchomym, zastygłym na dywanie kawałka tektury, na którym żyliśmy razem przez półtorej godziny.
Oblepiała moje plecy zimnym dotykiem, kiedy kładłem się na nim. Dolepiała mi skrzydła, kiedy rozgniatałem go, wijąc się na jego zdeformowanym ciele.
Bolała... kiedy próbowałem traktować ją jako autonomiczny fragment mojej postaci.

Odrywałem ją po kawałku, rozmazywałem, kruszyłem. Barwiła moją skórę przy próbie pozbawienia jej ciała, którym się żywiła, na którym żyła, które zdeformowała swoją lepką pieszczotą.
Odeszła dopiero pod ciepłym strumieniem wody, kapiąc jak krew.

Diabelska glina.

10.08.2006

Hatha Joga - lekcja pierwsza

To niesamowite. Nie wiedziałem, że moje ciało może się tak trząść.
Pocieszająca jest wiara w to, że Achilles czuł ten sam ból. Mam przynajmniej nadzieję, że to właśnie przez to uczucie w nogach ścięgna otrzymały jego imię. Przez równie przeszywające uczucie bólu.

Wciąż boli... wędrująco... rozciągnięte ścięgna, barki, kark...

Mimo tych przykryć doświadczeń pojawiła się jednak ledwo wyczuwalna... masochistyczna wręcz przyjemność ;)

Pierwszy raz w życiu udało mi się na przykład złapać całymi dłońmi za stopy, wyciągniętych przede mną, wyprostowanych nóg.
Mam nadzieję, że przerobione przeze mnie asany, o nazwach brzmiących bardziej obco niż japońskie nazwy postaw z Kendo, nie przeszkodzą mi jutro w podniesieniu się, o własnych siłach z łóżka.

Warto przeżyć to kolejny raz... może jednak nie jutro.

09.08.2006

Co gryzie Jabłko

czyli co o bezpieczeństwie w systemie Mac OS X wiedzieć warto.
Jednych irytuje sąsiadka innych politycy. Ja wolę mówić o tym co mi bliższe, namacalne, a jeżeli przy okazji uda mi się sprecyzować nieprecyzyjne, naświetlić niejasne - będę szczęśliwy.

Sprawdź adres: mac.wisnios.com

01.08.2006

Przeszedł koma...koma... koma... malutki

Pierwszy raz dojrzałem go kiedy leciał wzdłuż Wisły, by po chwili zawróćić w kierunku Parku Krasińskich... na nic zdały się usilne próby ściągnięcia go, mocą niemych próśb, nad Centrum.
Niesamowite wrażenie zrobił jednak jego zarys na niebie. Obserwując go, nadlatującego, rosnący w oczach kształt, czułem dziecięcą wręcz fascynację. I tylko te obłoczki ulotek, odrywające się co kilka chwil od kadłuba, burzyły poczucie dziwnego napięcia, jakby dławił się dymem... jakby raz po raz wpadał w stado wystraszonych ptaków. Tym niemniej - niesamowite przeżycie.
I tylko to cholerne, nigdy nie cichnące miasto drwiło z pomruku jego silników tępym stukotem tramwajowych kół.
Odlatując w kierunku lotniska wzbudził poczucie niedosytu, żalu przerwanej zabawy, smutku kończącego się przedstawienia. Do następnego razu, Latająca Forteco.

Ślicznotka w Warszawie

Właśnie doczytałem, ze bombowiec B-17 "Sally B", który już za trzy godziny wystartuje do lotu nad Warszawą, to ten sam, który wystąpił w filmie "Ślicznotka z Memphis".

Czekam więc na spotkanie ze Ślicznotką o ponurym, niskim głosie.
Platonicznie... beznamiętnie... Podekscytowany.

Latająca forteca


Błękitne niebo, przejrzyste niebo, upalne niebo... aż do bólu. Nawet cienia deszczowych, długo wyczekiwanych chmur. Ekstra. Pięknie. No wogóle, bez zarzutu.

Koniec tego (nie)dobrego. Skończyło się.

Tylko dlaczego akurat dziś, kiedy bombowiec Boeinga, B-17, ma krążyć nad miastem? Dlaczego nie późnym wieczorem albo jutro rano? Pieprzone, szare, wilgotne baranki. Jedno wielkie, bezkształtne stado.

Chłopcy są nieszczęśliwi, a przynajmniej jeden z nich.

A może pogoda sprzyja bombożercom? Może za kilka godzin będę mógl zobaczyć jego sylwetkę nad miastem Warszawa. Latająca forteca. Zamiast paczek z żywnością, lekami, bronią i amunicją - skrawki papieru. Nie ważne... ryk silników ten sam.

29.07.2006

Jasny kontrapunkt Diabła

Bezpośrednim efektem wystąpienia w Potańcówce jest zaproszenie mnie do udziału w sesji fotograficznej poświęconej Diabłu, organizowanej przez Wiktora Gutta. I tu niespodzianka dla znających moje zamiłowania z przeszłości do mroku. Zostałem wybrany przez swoją jasność, jako jasny kontrapunkt Diabła. [rotfl]

Potańcówka: odsłona trzecia

W opinii tych, którzy byli świadkami kolejnych spektakli:
najlepsza :-)

I ja tam byłem... miodu nie było, ale tańczyłem. A kto nie widział niechaj żałuje.

27.07.2006

Po premierze

Radość, euforia, spełnienie... trzy słowa oddające atmosferę dnia wczorajszeego.
Emocje i nerwy godzinę przed spektaklem. Dopiero po dwóch pierwszych scenach wyrównanie oddechu i rytmu bicia serca. Ciało, które z oporem poddaje się poleceniom. Sztywne mięśnie. Pot.
Później już tylko chwile. Zastępy Mordoru pod maskami swobody. Kilka mgnień później szczery śmiech i walc. Niech żyje bal!

Dziś drugie granie. Zmęczenie. Śmiech - zbyt wszechogarniający. Galeria pomyłek i potknięć, jednak ta sama radość.

Potrzebuję snu.

25.07.2006

Premiera

Niecałe dwanaście godzin pozostało do godziny ZERO.
A cóż to była za noc. Nie pamiętam już takiej, od czasów kiedy to wyjeżdżalismy z rodzicami na wczasy - emocje nie pozwalały zasnać; otwierały wczesnie rano oczy, zawstydzając okoliczne koguty.
Dzisiejsza noc była jeszcze bardziej okrutna dla człowieka czekającego świtu. Lepkość powietrza, zaduch, tępe alkoholowe rozmowy kilka balkonów dalej, przytłumiony ścianami budynku transowy rytm.
Położyłem sie ok. 22.
23:30 Rozwieszam pranie. Pralka usnęła później od nas. Teraz odetchnęła, kiedy uwolniłem jej lśniące metalem trzewia od wilgotnej treści. Papieros. Gorąca herbata.
01:50 ...noc ...poranek zabłądził na przedmiściach. Otworzone szeroko okno. Łyk chłodnej już herbaty.
08:00 (Marcin : Koguty) 0:1

Antytaniec z Gwiazdami

Przedpremierowa prasówka:
Artykuł Joanny Derkaczew (GW)

22.07.2006

Świszczący maczek

Właśnie przeżyłem chwilę grozy. Mój iBook w krótkich odstępach czasu zaczął wydawać z siebie cichutkie świśnięcia. Jestem wyjątkowo wyczulony na jego punkcie. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że przeczulony. Rozpocząłem wniklie dochodzenie źródła niepokojącego dźwięku. Może to pozostawiona płyta w napędzie, może dysk, może zwarcie - scenariusz zaczął przebierać coraz ciemniejsze barwy. Próbowałem zapanować nad dręczącą mnie wizją oddania maczka do serwisu, w razie wystąpienia dotkliwszych objawów. Bez skutku.

Myśle, że i Was rozbawi diagnoza tej tajemniczej przypadłości maka.
Wystarczyło głębiej wciągnąć powietrze... aby wraz z niesamowitym poczuciem ulgi uświadomić sobie, że to tylko popiskująca prawa dziurka mojego nosa :D
Wyjaśniło to zaobserwowane wcześniej zjawisko - świst cichł w momencie kiedy wstrzymywałem oddech aby posłuchać z przejęciem co tak w maczku piszczy.

Gładzę go właśnie po obudowie jako wyraz czynnego żalu za fałszywie złożone oskarżenia ;)

21.07.2006

Protest tang

[...] wykonawcy zmierzą się z tańcem współczesnym, ale pokażą też elementy walca i tanga. I mimo że muzyka odgrywa tu wielką rolę, "Potańcówkę" trudno nazwać protest songiem, to raczej protest tang.
- Sandra Wilk, "Rzeczpospolita" czytaj


fot. Robert Gardziński

Słysząc różne komentarze, śpieszę z wyjaśnieniami:
Dziewczyna za mną to nie instruktor, to partnerka improwizacji - Miranda ;-)

Komentarze

Widzę, ze możliwość komentowania jest wykorzystywana jako forma maila do mnie, bez związku z komentowanym artykułem.
W związku z powyższym, zapraszam wszystkich zainteresowanych wyslaniem maila, nie powiązanego z treścią moich wpisów, do zapoznania się z profilem (View my complete profile).
BLOG nie jest skrzynką pocztową. Proszę o przestrzeganie tej prostej zasady.
Nie chcę blokować możliwości komentowania. Wiele radości dają mi Wasze wpisy i powodują, że frajda prowadzenia bloga jest tym większa.

20.07.2006

Emocje wyrażone tangiem

To miłośnicy tanga. Gdy tylko mają wolny czas, chodzą na wieczorne milongi do klubów. Oprócz Marcina Wiśniosa (informatyk), który do tej pory nie miał nic wspólnego z tańcem. Teraz chcą się zmierzyć z tańcem współczesnym.
- Sandra Wilk, "Rzeczpospolita" czytaj

a pewnie, że chcą :D

19.07.2006

A scurka na to

"mamy rezerwacje pierwsza! hurrra!"

Kto lansu dołki kopie ten sam w nie wpada

Jak nie kochać obiektywu? Kiedy czujesz, że to uczucie odwzajemnione.
Jedno jego mrugnięcie migawki - jakby patrzyły tysiące.

Tu uniesienie, tu smutek, tu ostre i czyste spojrzenie...
"Prosze, zapraszam... ooo, jeszcze tak zrobię reką... a teraz znów. Zatrzymać sekundę dłużej? Proszę bardzo. A teraz się tak ruszę, skłonię, obrócę... ciało tańczy... a to Pan już widział?"

[...]

"Zaraz, zaraz... jak to było?
Na cztery czy na pięć?
Uuups - krok nie w tę stronę.
[Może nikt nie zauważy potknięcia.]
Spóźniłem się? To ta podłoga!"

Jak zrównoważyć czystość ruchu i śmiałość spojrzenia?
Jak kusić wzrok ludzki i nie karmić go równocześnie własnymi potknięciami?
Jak tworzyć by swoboda stała się kreacją?

Pracuj, pracuj, pracuj...

18.07.2006

Tremolo żołądkowe

I jeszcze się pyta "dlaczego nie powinniśmy najadać się przed spektaklem?".
"Nie wiesz?", pytam, "Zobaczysz".
Choć z tego co dowiedziałem się od pewnej, bardzo mi bliskiej pani reżyser:
"Big shit - big performance".

Więc, kochani, nie zabraniajmy im jeść. Ktoś to musi wypracować.

Wolność słowa

czyli od dziś komentarze dla każdego.
Może ktoś się skusi. Może ktoś będzie czuł potrzebę. Może ktoś się zirytuje. Może ktoś się ucieszy. Może ktoś lubi pisać. Może ktoś lubi oceniać. Może ktoś lubi krytykować. Może ktoś może. Może ktoś...

17.07.2006

Tydzień do premiery

Już tylko tydzień do premiery Potańcówki.
Jutro pierwsza próba kostiumowa... i spodnie do pralni ;-)
Dura wax, sed wax.

Plakat
Zapraszam wszystkich odwiedzających BLOG'a do zajrzenia na stronę KONCENTRATU (linka po prawej stronie). Znajdziecie tam więcej informacji o całym wydarzeniu.
Efektem moich wczorajszych prac nad stroną jest już możliwość zarezerwowania biletu na spektakl. Zapraszam.

13.07.2006

Demoniczne kaczki zagłady

Australijscy archeolodzy odkryli w północno-zachodnim stanie Queensland szczątki wielkich ptaków, wyglądem najbardziej przypomiających kaczki.
Biorąc pod uwagę drapieżny charakter i krwawy jadłospis ptaszków, okrzyknięto je mianem "Demon Ducks of Doom".

Poza szczątkami demonicznych kaczek, odnaleziono również fosylia kangurów, zasługujących w pełni na miano zabójców. Dlaczego? Przymknij oczy i wyobraź sobie kangura o wilczych kłach, wydłużonych przednich, silnych kończynach, zdolnego do galopu za uciekającą ofiarą.
Żyjące współcześnie kangury prawie wogóle nie przypominają swoich okrutnych przodków, żyjących 10 - 20 mln lat temu.

Źródło: REUTERS

12.07.2006

It will be mine

Ehhh... gdybym znalazł gdzieś wystawę sklepową, za którą mógłbym go oglądać - odwiedzałbym ją codziennie,
jak Wayne wymarzonego Fendera. Mimo iż wodzę się na pokuszenie przeglądaniem zdjęć czarnego MacBook'a, PowerBook Pismo siedzi gdzieś głębiej, przywołuje, nakazuje poszukiwania, kusi... Kiedyś będzie mój ;-)

PowerBook G3 (FireWire)

10.07.2006

Nie wytrzymałem

Wybrałem nowy szablon dla bloga.
Nie wiem co było ważniejsze - większa przejrzystość strony czy schwytanie do słoika kolejnych, leniwie ulatujących, kilkunastu muchominut.

Myślę, że gdybym poza leżakowaniem, potrafił okrywać się pleśnią, na wzór i podobieństwo sera czy chłodnych ścian dojrzewalni wina, mógłbym spędzać tu więcej czasu.

Kolejne muchominuty monotonnego dźwięku, ataku dywanowego, niewzruszenie stojących serwerów o przygiętych od kurzu karkach. 

Teoria spiskowa

Chipowy implant podskórny nie przyjął się, dlatego otrzymałem grającą zapalniczkę, aby było wiadomo gdzie palę.

09.07.2006

Hans... Hans Kloss

Weekend pod pseudonimem J23.
Jedenaście obejrzanych odcinków - antykombatancki przejaw anarchii.

Nie wiem nawet kto cieszy się z pucharu MŚ, słyszę za oknem jedynie klaksony,  wypełniające duszne powietrze Centrum czyjąś radością.

Wiem za to... gdzie są najlepsze kasztany :-))

08.07.2006

Chyba się uzależniłem

[...]
The babe in his cradle is closing his eyes
The blossom embraces the bee.
But soon, says a whisper;
"Arise, arise,
Tomorrow belongs to me"

Oh Fatherland, Fatherland,
Show us the sign
Your children have waited to see.
The morning will come
When the world is mine.
Tomorrow belongs to me!

("Cabaret" soundtrack)

Czy ważna jest ideologia, leżąca u podstaw powstania utworu,
kiedy słowa pieśni wciskają nam w rozchylone usta pigułkę
tak niesamowicie brzmiącego śpiewu?
Każda kolejna godzina nocy wysyca moje pragnienie spełnienia i wiary we własną siłę.

07.07.2006

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że szablon tej strony został zaprojektowany dla bliżej nieokreślonego stowarzyszenia biblijnego.
Zobaczymy jak długo zagości jako tło przekazu tego bloga.

A może czas zacząć nauczać? hmm...

A scurka na to

"Wow!"

hihihi...

I zaczęła się zadyma...

Palce rozgrzane, nie wiem czy od temperatury w pokoju czy też od intensywnej pracy nad powstaniem tego miejsca. Miejsca pozwalającego wyrzucać myśli, zabijać nudę, zapomnieć o temperaturze ;) Nieważne. Z pewnościa za kilka dni, tygodni... a kto wie, może i godzin, nikt juz nie będzie pamiętał tego wpisu.

Miłego czytania ;-)