23.12.2007

Wystąpili

Kreślenie słów obrazkowych spodobało mi się do tego stopnia, że postanowiłem zgodzić się na autoprezentację bohaterów.

Wystąpili. Kolejność pojawiania się na liście (atmo)sferyczna.

Bóg
Rocker
Kozek

22.12.2007

Nie będę niczego tłumaczył!

Myślałem, że przekaz komiksowy jest bardziej wyrazisty od słowa pisanego.
A jednak...

Komentarz żony: Daj mi telefon do swojego dealera...

Heaven And Hell

Notoryczny brak czasu. Czy zawsze musi wygrywać ta sama frakcja?
A może jest jeszcze szansa? Zakład to zakład.

Przesuwamy Święta

15.12.2007

Pudla dieta... czyli dramat jednego aktu.

Histora dnia wczorajszego.

Spiesząc do teatru Montownia, na Warszawską Noc Tańca, minąłem, na wysokości hotelu Sheraton, warszawską, starszą damę.

Powyższe zdanie zawiera zarówno znaki interpunkcyjne które wybrałem ja, jak i te, które wskazała moja żona. Podwójna (nie)zgodność gramatyczna.
Wróćmy jednak do naszej przeuroczej staruszki.

"Halo, prosze Pani! Sie Pani cofnie... nagranie bloga mamy." - pouczyłem grzecznie.
Możemy kontynuoawać.

Mijając staruszkę zasłyszałem krótki dialog.

Czarny pudel napinając naćwiekowaną odcinkami emerytury smycz zbliżył swój ciepły pysk, zakończony typowo pieskim zwyczajem wilgotną kulką nosa, do szyby hotelowego baru. Krótką chwilę zamyślenia przerywa reumatyczno-nerwowe szarpnięcie, wyprowadzone z okolic lędźwiowych nadgarstka zniecierpliwionej damy.

D(ama): Tam nie wolno!
P(udel): [nic]
(może tylko ciepły obłok pary delikatnie zaszumiał w mroźnym stołecznym powietrzu)
D: Chodź, dam ci rodzynkę.
P: [nic]
D: Chcesz rodzynkę? Masz.
P: [nic]

...a może byłem już za daleko aby słyszeć jego cichy komentarz.

P: Może i dupę dałem sobie wystrzyc, ale mazurka nie dam z siebie zrobić.

W tle wybrzmiewa pieśń polskich emigrantów, pracujących za psie pieniądze przy produkcji brazylijskich bakalii.

Jak Czarniecki do Poznania
Po rodzynek zbiorze,
Dla swej diety ratowania
Wróć pudlu za morze.

Allah zesłał słońce

Przyzwyczajony do wyszukiwania informacji o rzeczach nieznanych, sięgnąłem dziś po Google niczym po słownik. Poddany zostałem zaskakująco przypadkowej(?) manipulacji.

Wędrując po Solarisie (czyt. systemie) natknąłem się na pliki z przedrostkiem iiim. Po nieudanym odwołaniu się do manuali sięgnąłem po wyszukiwarkę. Wpisałem "iiim". Enter. Po kliknięciu na pierwszy link przywitały mnie słowa... "In the name of Allah, the most Beneficial, the most Merciful..". Czyżbym odkrył tajne... (następne słowo dedykuję żonie ;-) ) koniugacje... ekhm... koniunkcje... ekhm... powiązania pomiędzy systemem Suna a nauką Koranu?

Czasem lepiej nie znać odpowiedzi.

03.12.2007

Perkoklasista



Zdjęcie z lotu Thot'a.
Mam nadzieję, że Maja nie będzie miała nic przeciwko temu, że wykorzystałem fotografię z jej galerii.

02.12.2007

Wysyp Wiśniosów

Ostatnimi czasy, za pośrednictwem sieciowych kanałów informacyjnych, docierają sygnały z całego kraju o kolejnych przyczółkach klanu.
A myślałem, że to rzadkie nazwisko.
Warszawa, Legnica, Lisów,... Róg zadął. Nadchodzi czas zgromadzenia?
Są takie noce jak ta. Spite ostatnie tchnienia Jacka D.. Słowa krzyczą. Nie mogę im przeszkodzić.
Nie lubię prowadzić blogomiętnika. "Ducha winny" powstał jednak aby mi służyć. Naprzód.

Ukołysałem słowami żonę do snu... oby był spokojny.

Zakończyłem, na dziś, składanie materiałów reklamowych Koncentratu. Ostatnia pocztówka wygląda jak reklama linii tramwajowych września 1939. Kiedy uświadamiasz sobie taki fakt - lepiej przestać.

Po długiej przerwie podłączyłem wieżę. Wieża - relikt. Teraz - compact audio system.
Wysunięty język nakarmiłem hostią Kultu - "Ostateczny krach systemu korporacji". Znakomite. Nie mogę przestać poznawać swój raj.

Przejrzałem znajome blogi. Marazm i apatia.

Wyjątkiem są notatki tmarca. Pozazdrościłem zdjęcia z wczorajszej próby.
Maja z Thot'em uwiecznili "mój pierwszy raz". Tylko gdzie jest moja kopia?
Bravo pozazdrościłoby takich zdjęć. (Ciekawe czy ciągle prowadzą tę masturbogenną serię?)
Mam nadzieję, że najpóźniej w poniedziałek, będę mógł zaprezentować się publicznie za zestawem Yamahy. Pałeczki - osiem złotych. Satysfakcja niesamowita. Nie wiem czy pozostali członkowie "sieciowej instalacji" mogą podzielić ten entuzjazm, ja bawiłem się wyśmienicie. "Thank you, Yelonky Square Garden".
Od tygodnia słucham muzyki z perspektywy perkusisty. Chapeau bas (czyt. szapo ba).
Z bezpośredniej relacji gitarowego kolektywu wynika, że zapominam o istnieniu talerzy. To chyba kontynuacja kultu rytmu, zaraz za stepowaniem.

Dość tej spowiedzi.

Jestem grzesznikiem i o tym wiem. A okoliczni księża mają szczęście. Skończyła mi się właśnie lidokaina.

01.12.2007

Na łonie natury


Branded Administrator

18.11.2007

Tap Ducks

Zaczne od cytatu z żony. "Tak to bywa z zastępczymi składami na blok wschodni". Niestety, przez duże Ni.
To nie są ci Tap Dogs, których widziałem na video. To nie są te wygłodniałe od tańca psy, które prowadzi Dein Perry.
Może wszystkie potrafiły warczeć, gryźć... może dwa z nich. Doskonale opanowali natomiast olewanie. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Tak, siódmy rząd był lepszym wyborem. Ludzi, w pierwszych rzędach, od całkowitego zalania uratowały kokony z folii. Niektóre panie wyglądały na zadowolone. Ja, straciłem kilkaset złotych za pokaz wytrysków... testosteronu.

Czy naprawdę istniejemy w świadomości innych nacji jako naród przygłuchy, niedowidzący i pozbawiony gustu?

Główną lekcją jaką zaliczyła owa brygada, była lekcja Stamp & Stomp. Opanowali ją do perfekcji. Kto głośniej uderzy - wygra bilet powrotny do Australi.

Idąc tam myślałem, że po wyjściu z sali kongresowej rozpłaczę się i powiem do żony: "Sprzedaj moje buty do stepu, to nie ma sensu". Nie stało się tak.
Dzieci były szczęśliwe. Panie pod pięćdziesiątkę piszczały, widząć wdzięczącego sie Chipa na emeryturze. Bardzo mi przykro, że jest mi daleko do szczęścia, o pisku nie wspominając.

Dobrze, że są jeszcze tancerze, których nigdy nie doścignę.

...bo lepiej jest gonić pięknego króliczka, niż złapać cerowanego zająca.

15.11.2007

Powiedz mi, że... montuję bosko



Poprawiłem jakość zamieszczonego filmu.

13.11.2007

&@*#%

To ja mało palców sobie nie powykręcałem, starając się szybko zarezerwować ostatnie miejsca w siódmym rzędzie. A oni, teraz, pół czwartego rzędu otwierają na rezerwację. Krew mnie zaleje!
Mam nadzieję, że podczas numeru z wodą użyją wyjątkowo brudnej i cuchnącej mazi... niech mam choć cień satysfakcji z zajmowanego miejsca, gdy wyfiołkowanych dam futra spłyną szlamem.

07.11.2007

30 minut

Warszawa da się zapchać. To mój nowy rekord. Jeden przystanek autobusowy. Wola-Ratusz do kina Femina. Trzydzieści minut z zegarkiem w ręku. Można zjeść, zdrzemnąć się, obejrzeć kreskówkę, pójść na spacer, wyznać grzechy (nie polecam, kierowca może być surowy i zabraknie czasu na pokutę), przeczytać gazetę, uprawiać seks, złożyć małą formę origami, wziąć kąpiel, nawrócić się (łatwowiercy nawet dwa razy), odbyć ciekawą dyskusję, poznać interesującego człowieka, rozciągnąć się, potańczyć, przejechać całą trasę metra, kupić kurę, oskubać kurę, zagotować wodę, posolić wodę, zmarnować sobie życie... Niestety. Czas na losowanie. W puli jest tylko jedna kula, z numerem 30. Musisz zagrać.

Przegrałem trzydzieści minut wolności.

06.11.2007

YEEAAAH!

Kupiłem właśnie bilety na występ Tap Dogs w Kongresowej.
Nie uwierzyłbym, jeszcze dwa lata temu, że tyle szczęścia może dać mi możliwość obejrzenia sześciu stepujących facetów z Australii.

Widziałem, do tej pory, wyłącznie video z jednego z występów. Fakt, że zobaczę ich na żywo... bezcenny. Za resztę zapłaciłem kartą...

Kto by pomyślał, że zamiłowanie do metalu może tak ewaluować; od długich włosów... po blachy na butach.

01.11.2007

Demo 2MORELESS na YouTube



Poprawiłem jakość zamieszczonego filmu.

29.10.2007

Bajkopisarka

Ż: Mogłabym pisać bajki... na przykład o scurkach, sikorkach...
M: To spróbuj.
Ż: Bajka o tym jak scur krzyczy na scurkę.
M: No... to dzieci z pewnością zabijałyby się o takie bajki.
Ż: To nie dla dzieci. To dla Sądu.
M: Może więc coś o sikorkach?
Ż: Sikorka bardzo zazdrościła kolibrowi, że jest taki chudy. Pewnego dnia spotyka go i mówi: "Chciałabym być taka jak ty - mała, szybko ruszająca skrzydełkami". Na co odpowiada jej koliber: "To nic trudnego, musisz tylko przestać jeść słoninę i dużo ćwiczyć". Sikorka postanowiła pójść za radą kolibra. Koniec.
M: Już koniec?
Ż: Tak, bo to smutna bajka.

17.10.2007

Slow Army

Z cyklu opowieści z wysp.

Hotel, w którym się zatrzymałem, znajduje się niedaleko koszarów i poligonu. W drodze do ośrodka szkoleniowego mijam kilkanaście znaków drogowych informujących o tym fakcie.

Armia brytyjska jest albo bardzo wolna, albo tak pewna swej skuteczności, że nigdzie się nie spieszy. Moje twierdzenie potwierdzają szczególnie dwa znaki.

Slow moving vehicles, z wizerunkiem czołgu. Muszą to być albo wyjątkowo szybko rozpędzające się maszyny, które z lęku przed osiąganymi prędkościami wolą jechać wolno, albo ich załoga została przeszkolona w tym samym ośrodku co imiennicy kolejnego znaku - Slow troops crossing. Fakt, gdzie mają się śpieszyć? Czołgi i tak jeszcze nie dojechały.

16.10.2007

Open Casa

Właśnie znaleźliśmy w hotelu otwartą sieć WiFi. Eh, niepotrzebnie wydałem wczoraj siedem funtów. Jednak coś za coś. Wczoraj siedziałem przy biurku. Teraz, na krzesełku pół metra od drzwi wejściowych, z laptopem na kolanach. Gdyby ktoś wszedł - wyglądam jak człowiek panicznie obawiający się zamknięcia. Człowiek, którego spokój może zburzyć nawet brak drzwi wyjściowych w polu widzenia. Wolność kosztuje... ból pleców.

Będę wielki

... a decyzje moje mądre.

Tak wyglądają prawdziwie dobre szkolenia dla działu wsparcia. Mija drugi dzień. Wciąż nie wiem jak wyglądają aplikacje, które mam supportować. Wciąż nie ukończyłem instalacji podstawowych elementów. Kiedy już prawie to zrobiłem, okazało się że opcja, podana przez prowadzącego jako "niewspierana", i którą oczywiście zastąpiłem zdroworozsądkowo opcją wspieraną, jest WYMAGANA aby ukończyć instalację. Nie rozumiecie - nic nie szkodzi. Czujecie przynajmniej część mojej irytacji. Człowiek błyskawicznie uczy się języka kiedy ktoś go wkurwi. Od razu znajdują się odpowiednie słowa. Prowadzący wzrusza tylko ramionami i z uroczym uśmiechem stwierdza: "Keep trying", "Do you hate it as much as I can?".
Dlatego warto inwestować w siebie. Kiedy już zdobędę wiarę, że potrafię naprawiać coś, co podobno istnieje, czego nigdy nie widziałem, spokój i siła mojego umysłu spowodują, równe buddyjskiemu, zespolenie z naturą kosmicznego chaosu.

Krótki wpis; odzyskuję spokój. Może jednak uśmiechnę się do zalanego łzami prowadzącego. Pocieszę go. Poklepię po ramieniu. "Wstań. Przestań płakać. Nie będę już krzyczał".

Przyznałem się do słabości. Jestem wielki.

15.10.2007

Hail, hail to England

No i doleciałem. Krótkie przemyślenia po locie: tylko dwa państwa osłonięte są warstwą chmur - Polska i Wielka Brytania. Może dlatego tłumy młodzieży ciągną na wyspy? Czują się niepewnie w krajach, w których wysokoszybujące ptaki mogą celnie srać. Dziwni.

Dziwna wyspa. Taksówkarz nie chciał mnie wpuścić do samochodu. Hm, może nie powinienem próbować zająć jego miejsca?
Przez pierwsze pół godziny drogi do hotelu miałem nieustające wrażenie, że kierowca jest wynajętym zabójcą. "Oszalał! Człowieku, wypuść mnie! Jedź prawą stroną! Gdzie ty skręcasz!? Aaaaa...".

Pierwsze pinty piwa. Jakieś takie... bezpłciowe. Nie dziwię się, że importują Tyskie.
Za to pająki mają jakieś tłustsze. I telewizję na żądanie. I podłogę w łazience ogrzewaną... fajnie mają.

Na szkoleniu za to jak w Arce. Polak, Polak, Polak (prowadzimy ewidentnie), Włoch, Chińczyk, Japończyk, Indianin Indus.
Jeżeli to Arka, to znalazłem się tam jako małe futerkowe zwierzę. Zwierzę, które z racji niewielkiej liczby doświadczeń może dłużej pociągnie... nie to że zabawiamy się tu oralnie... wręcz przeciwnie - jeden, w porywach do dwóch, mówi... reszta patrzy. Mi od tego patrzenia czaszka przestała mieścić gałki oczne.

Idąc za ciosem biblijnej nomenklatury, reszta zwierząt widziała dziesiątki, setki plag. Ja, słyszałem kiedyś opowieść o pladze szarańczy... i to chyba nawet nie była plaga, a jedna sztuka szarańczy... i to chyba nawet nie była szarańcza... a mały zielony konik polny. Miło jednak posłuchać innych, którzy z taką mądrością wypowiadają się o tym co lepsze... deszcz ognisty czy rzeki krwią płynące.

c.d.n.

23.09.2007

Żona kusi męża

Tytuł serii został nagięty na potrzeby wpisu. Jak tu jednak nie złamać zasad, kiedy w lodówce czeka jeszcze połowa łapówki. Wszyscy biorą. Kto nie bierze ten... chudy.
A tort pomarańczowo-cytrynowy, niczym Houdini, gotów uwolnić spętane dietami umysły.

Orange Lemon Cake


Dziękując za skuteczne pokuszenie kończę ten wpis lepkimi od karmelu palcami.

17.09.2007

W krzywym zwierciadle

Po trzech tygodniach zmagań lustrzane drzwi do szafy zawisły. Przebyliśmy długą drogę, prowadzącą przez Radości Małe, Irytację Mazowiecką, Gniewki Warszawskie i Suchą Bezsilność. Boję się publikować ten post, aby jutrzejszy ranek nie przywitał mnie kolejną rysą, mknącą z leniwą skutecznością na północny-wschód tafli. Dziennik podróży zapamiętał jednak kilka smakowitych kąsków. Zebrałem je na peronie Radości Małych, nieświadom dalszego biegu wydarzeń.

(Podczas montażu stolarz przewraca szklankę, rozlewając herbatę na świeżo malowaną ścianę)
Wpis 1: Dobrze, że to nie była szklanka z benzyną, a pan J. nie pali.

Wpis 2: Słyszałaś? Teraz wyjął obcążki do paznokci, aby zabić stres... zastrzyk z adrenaliny zrobił swoje.

Wpis 3: O jeziuuuuuuuuuuu, chyba obciął sobie kciuka.

Wpis 4: Chyba przestał oddychać... idziemy? Nieee, dalej obcina paznokcie.

Wpis 5: Strasznie sapie... i dyszy. Lepiej niech się uspokoi bo będzimy mieli lustra zaparowane i jeszcze klej biurowy puści. A może na oddech skleja...

Wpis 6: Mam nadzieję, że nie liczy od chuchnięcia.

Wpis 7: Dziś śpię poza domem. Dołączysz?

Wpis 8: Jak poprosi o drugą herbatę... to go trochę przetrzymaj, albo rób mu w małych kubkach... albo wystawiaj mu na balkon... albo powiedz, że przy windzie stygnie.

Wpis 9: Zabiłaś go? Boże, boże co my zrobimy z ciałem... teraz już na pewno nie wrócę.

Wpis 10: Rozpuścimy go w jego własnych rozpuszczalnikach.

Wpis 11: Nie dawaj mu herbaty... sam się wykończy.

12.09.2007

Long as Buddha can grow it, my hair

Mam coś z negatywu Samsona. Wystarczy kilka pociągnięć maszynką. Życie staje się prostsze. Noc smakuje lepiej. Uśmiech się szerzej szczerzy. Skinhairy.

31.08.2007

Żona pyta męża

Ż: A jak przyjdzie zima, będziemy wywieszać słoninkę sikorkom?
M: Pewnie, że tak... a może zrobimy karmnik? Zobacz, zostały kawałki desek.
Ż: Duże?
M: Hmm... takie karmnikowe.

(Po krótkich oględzinach)

Ż: Nooo... to będzie duży karmnik. Myślisz, że sarenki też przylecą?

22.08.2007

Pan Wiśnios

Cera blada, oczy sine
Z drżeniem dłoń ma się zaciska
Lekarz przybrał mądrą minę
Dziś diagnoza. Lampa błyska

Masz tu leki, w drogę ruszaj
Wszystko według scenariusza
Hej, jak zagrał dziś depresje!
Teraz role będą większe!

Sceną metro, fotel, sofa
Sztuczny pot mi czoło zrasza
Nikt się z roli nie wycofał
Nie ma dubli - dobra nasza

Więc za słuszną sprawność grania
Będzie kasa do pobrania
Hej, jak zagrał dziś depresje!
Teraz role będą większe!

(Na podstawie utworu "Pan Kmicic" Jacka Kaczmarskiego)

18.08.2007

Żona pyta męża

Ż: Kochanie, wiesz co jedzą weganie?
M: Hmm...
Ż: Tylko to, co samo spadnie z drzewa.
M: Czyli jeśli wiewiórka się poślizgnie albo dzięcioł straci równowagę...

05.08.2007

Drożdżowa dziewica

...czyli moje pierwsze ciasto.

Nie masz cukru waniliowego - zetrzyj skórkę cytryny. Nikt jednak nie dodał "... z cytryny". Obrałem cytrynę ze skórki. Wyparzyłem. I zacząłem trzeć. Tu pierwszy raz pojawiły się wątpliwości. Czy lekka domieszka ludzkiej skórki wzbogaci smak?

Hmm... jak mama to robi, że dookoła panuje porządek? Po kilkunastu minutach kuchnię ogarnia chaos. Ciasto lepi się do rąk, ręce do miski, miska do spodni. Miało po pięciu minutach odchodzić od rąk. Po dziesięciu minutach ja odchodzę od zmysłów. Brak współpracy. Ciasto stara się wchłonąć jak największą część kuchni. Zalewam je tłuszczem, wsypuję mieszankę skórek. Niech się dzieje wola ciasta. Mija pięć minut. Dziesięć, piętnaście. Ciasto nie wyrasta. Po pół godziny rusza powoli w górę by po chwili wypełnić misę. Rozkładam je do formy. Smaruję jajkiem. Nadmiar tworzy kałuże w zagłębieniach. Nie poddaję się - odsączam ręcznikiem papierowym. Musi się udać. Gorące 200 stopni w ustach... piekarnika. Czterdzieści minut nerwowego spaceru. Ping! Zaostrzona zapałka prawdę ci powie - nie ciągnie się. Wyciągam. Tak naprawdę powód powstania tego wpisu jest trywialny; ciasto tak długo stygnie...

Photo story:
Yeast Cake

01.08.2007

Wikipędy ści(nam)

Oburzony przebiegiem dyskusji, nad stosownością umieszczenia wpisu Ewa Garniec w wikipedii, pozwoliłem sobie na krótką ripostę. Wybacz, Ewo formę listu ;-)

Droga Ewo,
ludzki umysł ograniczony walką z nałogiem, miłością do Górnego Śląska, fetyszyzmem obozów nazistowskich, obłudą stwierdzeń o tolerancji, nie jest widocznie w stanie pojąć tak abstrakcyjncyh terminów jakimi są Twórca, Wizja, Sztuka. Skupieni na szarej rzeczywistiści, zatęchłej przeszłości oraz walce z własnymi kompleksami nie potrafią docenić wartości ducha. Najprostszą ripostą jest atak. Ciężko mi jednak zaakceptować, że ludzie deklarujący otwartość idei, jaką niewątpliwie jest Wikipedia, ograniczają postrzeganie w tak dotkliwy sposób. Przez paradoks wybielania tablic wiedzy.
Osoby takie jak Felice Ross, Piotr Pawlik, czy oczywiście Ty, droga Ewo są dla nich tylko pustymi kartami. A nawet w powiązaniu z waszym dorobkiem jesteście, w ich mniemaniu, jedynie ludźmi bez twarzy. To nie was chodzą(?) oklaskiwać. Nie chcą was znać. Niech więc świat zamknie oczy, skoro oni nie patrzą. Pragną dyktować sposoby percepcji. Niestety, w ich wykonaniu są one bezbarwne i nudne.

Nam - wrażliwym na piękno jakie tworzysz, nigdy nie zabraknie wiary w umiejętności i świadomości twoich dokonań. Wiem, znów górnolotnie, ale ze szczerego serca.

Na pohybel! Sekatory w dłoń! Boooogguuuuuroooodziiicaaaa...
Nie będą (wiki)pędy pluć nam w twarz. Pędraki im germanić!

29.07.2007

Żona poucza męża

...czytającego informację z puszki farby olejnej.

M: [...] Działa szkodliwie na organizmy wodne.
Ż: Czyli nie należy w niej trzymać rybek.

17.07.2007

Depresja maklera

...czyli jak kardiologów uczyć każę.

Po zdjęciach próbnych wygląda podobno obiecująco. Tylko ten bezrękawnik... i jak to niektórzy mówią - "wrona", na ramieniu. Nie daję jednak wiary, że w takim ubiorze nie mógłbym wywołać zamieszek w indeksach giełdowych spółek. Spadek, wzrost, spadek... kupować, kupować... tylko u mnie gorące akcje zimnych koncernów... ale ja nie o tym.

Będę miał kilka minut aby tysiące kardiologów w kraju nauczyło się odróżniać depresje, stany lękowe oraz stany lękowe przed stanami lękowymi, od chorób układu krążenia.

Losy setek tysięcy przypadków klinicznych w moich rękach. Powiecie - "Mesjasz". Nie, zwykły chłopak z sąsiedztwa. Tak... ten sam Marcin, Marian, Butthead... czy jak mnie zwykliście nazywać. Uderzę laską amatorskiego aktorstwa w skałę umysłów. Niech ci co zobaczyli uwierzą. Niech ci co uwierzyli ...zapłacą.

A ty mój przyjacielu, abyś mógł za kilka lat w klinice psychiatrycznej powiedzieć: "Świadkiem u niego na ślubie byłem... i co z niego wyrosło".

08.07.2007

Żona pyta męża

"Kochanie, dlaczego ludzie piszą wirusy?"

Widzisz, Skarbie. Czasem jest to 'proof of concept'. Bardzo często jest to jednak zwykłe dokarmienie własnego ego. Tworzę wirusa, wypuszczam go na wolność i mam satysfakcję z jego destrukcyjnego dzieła.

"No tak, ale przypuśćmy, że tworze 'maszynę do prucia majtek' i podrzucam ci ją do szafy. Zabawny jest przecież tylko moment kiedy mogę zobaczyć wyraz twojej twarzy. Jaką satysfakcję da mi sprucie majtek komuś, kogo nie widzę?"

Widzisz, Skarbie. Sprucie majtek komuś obcemu to rzeczywiście nic wielkiego. Jest to również kiepska zabawa. Kiedy jednak usłyszysz, że pięć milionów "maszynek do prucia majtek" zagraża stabilności rynku, zakłady tekstylne zacierają ręce, a ludzie na całym świecie boją się otwierać szafy... to już jest coś.

05.07.2007

Podróż z Ziemi na Etnę

Zgodnie z obietnicą - kolejna pastylka sycylijskiego krajobrazu.

Etna

01.07.2007

Na beznudnej wyspie

Cefalu


W przygotowaniu m.in.:

- Sycylijskie jaszczurki
- Podróż z Ziemi na Etnę
- Archimedes i przepiórki

Stay tuned.

12.06.2007

Wiesssz, za so ja cie szanuje...

Wedding Party

Prosto na lotnisko...

Jest już po siódmej. Za godzinę zamówiona taksówka zabierze nas na Okęcie. Laptop obraził się; zostaje w domu. Nie jestem go w stanie przekonać aby szybciej przetwarzał kolejną porcję zdjęć. Wpis ten musiał się jednak pojawić. Łechtane dotykiem palców klawisze zmotywowały go do zawieszenia strajku. Im więcej ja piszę tym szybciej zwiększa się licznik przygotowanych fotografii. Nie wiem jaki poziom postępu osiągnie o godz. 20:00. Informuję więc zainteresowanych - kolejna dawka sobotnich obrazów jest w drodze. Zawiera około stu pięćdziesięciu zdjęć. Tym razem są to obrazy weselne. Spośród ponad pięciuset zostały wyłowione te, które nie mogą zostać użyte w postępowaniach karnych, procesach ustalenia ojcostwa, ekskomunice.

Z każdą minutą upewniam się, że nie zdążę zamieścić linku do tej galerii. Znajdziecie ją jednak wprost na stronie:
picasa.google.com/wisnios

Stay tuned.

Prosto do nieba...

Wedding

29.05.2007

Posłowie

Tak oto zdobywcy przechodzą do historii. Pierwsza załogowa, solaryczno-kosmiczna podróż... niedomkniętym artefaktem sztucznego słońca. Nikt nie uprzedził mnie, że właz się sam nie zamknie. I tak leciałem przez osiem długich minut narażony na połowiczny żar atmosfery. Ku chwale ojczyzny kończąc podróż; po lewej stronie biały, po prawej - czerwony.

28.05.2007

Artificial Solaris

To było jak koszmar.

"Musimy się spieszyć, zostało piętnaście minut." - "Ale ja... nigdy wcześniej tego nie robiłem". "Tu może się Pan rozebrać [...] Wszystko będzie dobrze, proszę tylko postępować zgodnie z instrukcją na ścianie."

Czas mija...

Boże, ale tu są cztery ściany. OK, ta ma okna - odpada. Druga - lustro, zasuwane drzwi - żadnych wskazówek. Trzecia - pusta. Czwarta - "Odpręż się. Zadbaj o siebie".
Jak mam się odprężyć? Zostało najwyżej trzynaście minut a ja w dalszym ciągu nie wiem jak uruchomić ten artefakt. Jestem nagi; czytanie ściennych gazetek zza zasłony ażurowych żaluzji w drzwiach nie sprzyja lekturze. Mam... dowcipnisie - instrukcja wielkości pudełka papierosów tuż obok panelu na ścianie. "Naciśnij START" - nie zapowiada się różowo. Nie zdążę tam wskoczyć. Nie wiem nawet czy artefakt się zamyka. "Ustaw liczbę minut." Wybieram 8. "Naciśnij dwa razy START". Po pierwszym naciśnięciu liczba zmienia się na 10 i zaczyna się odliczanie. "To pułapka, chcą mnie wykończyć". Za późno na odwrót. Wciskam drugi raz przycisk START. Ignition, silniki jedna trzecia naprzód, włączamy reflektory... Wskakuję do kabiny. Mają mnie... Pęd powietrza... Jasność... Przełączam nerwowo przyciski w kokpicie... Pęd powietrza ustaje... Wchodzimy w atmosferę, czuję jak tracimy osłony - żar staje się dotkliwy, brakuje powietrza. To koniec. Patrzę w ostatniej chwili na licznik. Pozostało trzydzieści sekund. "Wytrzymaj, wytrzymaj..." Ciemność... Cisza... Kosmos.

Czego człowiek nie zrobi aby być pięknym... synem nie-piekarza...

22.05.2007

(Nie)małosolne stepowanie

Lato w pełni maja. Przewidując nadejście zapowiadanego przez IMGW kataklizmu piszę. Jutro niczego nie będzie. Dwa stopnie w dwustopniowej skali zagrożenia burzowego. Wiem, wiem... inni mają dziewięcio-, dziesięciostopniowe skale... a my - pikusie z centralnej Polski. W obliczu nadchodzącej zza widnokręgu zagłady nie czas się licytować.

O czym tu pisać do potomności?

Dzień przed zagładą spędziłem wieczór na stepowaniu.
Trzydzieści stopni. Dookoła ludzie umierają tonąc. Byłem z nimi, cierpiałem szczęśliwy. Zabrakło słoja. Dziwne, na codzień noszę go przecież przy sobie. Dziś zebrałbym solankę, jutro kupił ogórki...
Wiem, nie miałem słoja bo jutro tylko szczerbaty kaznodzieja, z napisem "Dzień Sądu nadchodzi", sam będzie świętował pełnię przepowiedni.

Mija kolejna godzina. Centrum śmierdzi bardziej. Czy to początek?

12.05.2007

Kazakh Freestyler

Obejrzałem to już chyba dwadzieścia pięćdziesiąt razy i nie mogę przestać. Chłopak jest niesamowity.
Obiecuję, jeżeli wyda płytę, będę jednym z pierwszych w kolejce do kasy.

08.05.2007

Majden

Nabrzmiałyście kwiatem Rozkwitłyście wonią
Pierwsze jego kruche ciało w młode usta dopchnęłyście dłonią
Strojne w małych śmierci jaśmin Panieneczki młode
Mama kościół pokazała Tata każe w wino zmienić świętą wodę

28.04.2007

Post mortem

Wpis 'Generalnie' oddał najpełniej moje odczucia po próbie generalnej. Zgodnie z przesądem - trzecia generalna do dupy - spektakl udany. Nie ważne, że pomiędzy pierwsza generalną a drugą minęło niespełna dwie godziny, a pomiędzy drugą a trzecią... sekundy.

Wyszliśmy. Nie będę mówił o innych. Nie patrzyłem. Nie widziałem. W ciągu tych niecałych trzech minut pobytu na scenie każdy był sam. Myślę, że dało się to również zauważyć patrząc od strony widowni.

Koszulka ze świeżo dzierganym logo 'TAP-DANCE Polska'. Pot przylepił ją gładko do pleców. Czaszka wypudrowana zgodnie z obowiązującym standardem matowienia powierzchni gładkich. Na głowie, stopach, ramionach - liczne ugryzienia. "A komarów tego roku było na bukiety". Buty odarte z dziewictwa gładkich podeszw - wynik ostatnich prób na kostce brukowej. Uśmiech, publiczność patrzy; suche ze zdenerwowania usta pozwalają pozostać mu do końca na miejscu. Tap, tap [...] kilka pstryknięć palcami, tap, tap [...] koniec.

Opinie: 'uniesiony kciuk' (nie dobijać), "Just great!", "Jak na pierwszy raz...". Nie mi oceniać. Cieszę się. Tak, po prostu.

Powrót do domu. Pół butelki czerwonego wina ze scurką. (Była ze mną, pudrowała, skopała tyłek, uśmiechała się z drugiego rzędu. To dla niej tańczyłem. Dla niej i dla samego siebie). Emocje zgasły, ciało przypomniało o zmęczeniu. Łatwy sen.

26.04.2007

Generalnie

Sreberko, landrynka, z pilśni szklanka
Jezus, cycki i furmanka
Remiza, burdel, wiejski ślub
a na scenie - tancerz trup.

23.04.2007

JP twist 2 open

[...]
Znów zatęchły przedział. I ona. Wsiadła ostatnia, ale jakby od zawsze tu była.
"Czy to pociąg do Kalisza?" - zapytała szeptem siedzącego po jej prawicy mężczyznę.
Skinął głową, nie przerywając lektury kolorowego tygodnika. Udało mu się. Mniej szczęścia ma siedzący naprzeciw Pelargonii. Nie czyta! (Może nawet potrafi?).
"Chce Pan zobaczyć Ojca Świętego kiedy był mały?" - zagaduje Pela. Chłopak obiega wzrokiem współpasażerów, którzy nagle odnaleźli ten najciekawszy fragment swych lektur.
"Tak" - z lekko głupawym uśmiechem odpowiada, wiedząc, że to walka oddana. Pela pochyla się i z przepastnej uszatej torby wyciąga słoik. Zamieramy... to tylko obiad.

22.04.2007

Polowanie

[...]
Podszedł do niej. Patrzyła niepewnie, kiedy próbując zmienić jej nastrój podciągnął jedną z nogawek swoich boks-szortów do wysokości pachy. Zaśmiała się szczerze.
"Daj bułkę,... proszę" - powiedział po raz kolejny. Dłoń, trzymająca zielony materiał jego bielizny, przesunęła się jeszcze wyżej odsłaniając coś na kształt puchliny głodowej.
"Wyglądasz w tych majtkach jak niedorozwinięty orangutan" - skwitowała ze śmiechem.
Kolejne polowanie na maślaną bułkę zakończyło się niepowodzeniem.

12.04.2007

Mad & Son

Pozostało równo dwa tygodnia do występu w Zielonka Square Garden. Nogi zaczynają rozumieć co je czeka... potrzebują już teraz tylko praktyki. Gorzej z głową. Do improwizowania pierwsza. Do odtworzenia ustalonego układu... hmm... ostatnia?

Nie mogę znaleźć złotego środka między skupieniem a swobodą.
Skupienie - wszystko tyka jak w zegarku. Tik - "prawie" wszystko sztywnieje. Tak - przez twarz maszerują zastępy Mordoru.
Swoboda - panta rei. Twarz zalewa błogie poczucie boskości. Wszystko się rozmywa, na czele z kolejnym krokiem , który usiłuje w pędzie podkręconego New York, New York przywołać w myślach.

Nie pozostaje nic innego jak ruszyć na wyprawę po Złoty Środek.
Czy warto jednak wypośrodkować to co mam dotychczas? Tak jak "boskie zesztywnienie" może okazać się ciekawym doznaniem tak tańczenie do rytmu New Mordor, New Mordor ...niekoniecznie.

11.04.2007

Dzieci z dworca ZEO

Szef próbuje złapać szczura, którego nie udało się złapać wężowi.
Kolega próbuje nakłonić w kuchni węża aby oddał porcelanowy kubek, symulując kroplami wody kranowej nadejście pory deszczowej. Wyjść zapalić? Nie mogę - czekam aż kapibara odda mi zapalniczkę.

02.04.2007

Uuit... uuit...

Dziwne to miasto. Mija godzina osiemnasta. Leżę na łóżku w poobiednim dwuminutowym letargu. Czternaste piętro. W dole Świętokrzyska krzyczy z zatwardzenia. I ona... przechadza się gdzieś dookoła bloku, na elastycznej czerwonej smyczy.
Podskakuje. Nie wiem nawet kto ją wyprowadził. Musi jednak mieszkać w moim bloku. Uuit... uuit... cisza... znów się przyssała mocniej do chodnika. (Rano slalom pomiędzy wyrwami płytami, w drodze do pracy.) Ciekawe czym ją karmią... tak raźno skacze. Pijawka w centrum Warszawy.

29.03.2007

Robak

Kolejny wpis w którym autor bloga równoważy siłę swego poprzedniego, egotycznego wpisu.
Wpis, który składa na delikatne dłonie swej pani aby przez wyrozumiałość przymknęła swe piękne oczy na rozdmuchane ego twórcy tych malign.

Przyjmij, scurko tych słów marny zlepek. Nie gardź mną małym, nędznym robakiem... bo kimże ja jestem przy jasnym Twym blasku - fraszką, igraszką, zabawką blaszaną.

A to było tak

Kolejne odsłony twarzy dobrego człowieka. Człowieka, który pod wpływem złych emocji i środowiska, w którym żył i tworzył stał się potworem godnym najgłębszego potępienia. Metamorfoza istoty bezczeszczącej swój pasiasty, świętokrzyski kubrak.
















26.03.2007

Broadcast yourself

UWAGA! UWAGA! UWAGA! Ogłaszam alarm dla miast i wiosek. W najbliższy czwartek, tj. 29 marca o godz. 16:15 dokona się emisja sygnału telewizyjnego obejmująca zasięgiem tereny Rzeczypospolitej. Szczególnie narażone będą osoby przebywające w sąsiedztwie otwartego kanału TVN. Uprasza się potencjalne ofiary tego broadcastu o przygotowanie opakowania chusteczek higienicznych i miski oraz o nie zakrywanie oczu. Decyzję wypełnienia miski (nie)zdrową żywnością lub pozostawienia jej pustą pozostawia się wolną. Treści wspomnianego przekazu będę Seryjnie... Sprawcą.

Sygnał zostanie nadany ponownie o godz. 8:05 dnia następnego, burząc ostatnie bastiony oporu.

02.02.2007

Walczyk

Dlaczego pasjonuje mnie taniec? Jest wyjątkowym obrazem rzeczywistości.
Obrazem, który buduje emocje każdego z uczestników różnorodną mieszanką skojarzeń i odniesień.
Są jednak chwile kiedy pozwala dostrzec ostrą kreskę odbitej w lustrze codzienności.

Ilekroć nie potrafimy czegoś opanować, czy to przez własną niedoskonałość czy brak starań, przekuwamy własną słabość w ofensywne ostrze.

Walczyk. Raz, dwa, trzy. A na każde raz-dwa-trzy przypada sześć uderzeń stopy. Pięknie, dopóki raz-dwa-trzy wybrzmiewa echem wiedeńskich sal.

Rozpędził się do tempa kulawej polki...

Najpierw pojawiła się irytacja brakiem sprawności własnego ciała. Jak zwykle - trwała najkrócej.
Po chwili, walczyk był wszystkiemu winny. Irytacja nie lubi głodować. Przegryzała kolejne gardła.
Kilka minut i nienawidziłem wszystkich, którzy tańczą - zarówno wodewilowych "zdolniuszy" jak i tych, którzy z lęku przed przyznaniem się do własnej słabości udają, że "mogą".

Irytacji odbiło się głośno z przejedzenia.

Pieprzę to, że ktoś znów powie - patetyczny.
Takie chwile dają mi siłę do pracy nad sobą.

Czy nie tańczymy jednak takiego "walczyka" zbyt często?

22.01.2007

Total Search Strings

Siadłem sobie przed chwilą aby zgłębić prawa rządzące stanem licznika na stronie Koncentratu.
Wędrując po kolejnych stronach statystyk znalazłem tabelkę z frazami, które jeżeli dobrze rozumiem wpisywali ludzie w wyszukiwarce, a które zaprowadziły ich na moją stronę. Przyznam, że rozbawiły mnie do łez. Oto kilka z nich.
  • po japońsku śmierć
  • duże źrenice
  • piotruś co się stało
  • świat nie jest domem mym
  • jego jądra
  • pieścić twoje ciało
  • łono dziewicze
Z powyższego zestawienia specjalnie usunąłem hasła, które potrafiłem w większym stopniu powiązać z treścią informacji zawartych na moich stronach. No może poza jednym, ale to już pozostawię dociekliwym.

I niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że cały świat nie kręci się wokół nieszczęść ludzkich i dupy.

14.01.2007

Mój jest ten kawałek podłogi

Gdzie nie zniszczę parkietu? Gdzie nikt z drwiną w spojrzeniu nie będzie mnie rozpraszał? Gdzie nikt nie odegra się trzonkiem miotły, wybijając nierówny rytm na suficie?

Na przystanku autobusowym? Na parkingu, podczas przerwy na papierosa? Na klatce schodowej, oczekując na windę?

Nie wiem.

Muszę ćwiczyć. Dwie godziny w tygodniu tak szybko mijają. Zbyt długo czekam na następne.

Może zamieszczę ogłoszenie?

AAA Stepujący mężczyzna wynajmie nieodpłatnie powierzchnię do tańca. Początkujący; miłośników Gregory Hinesa, Saviona Glovera... odsyłam do kina. Wymagania: parkiet, linoleum, inne niebetonowe, niewłochate podłoża. Przestrzeń: jeden metr kwadratowy. Gwarantuję: brak ciszy.

10.01.2007

Let the Sansha(ine)

My precious...

Są czarne. Pachną narkotycznie skórą. Każdy krok, każdy tap brzmi...
Brak słow. Jutro zobaczymy na co je stać... na co mnie stać. Buty same nie zatańczą.

Nie mogę się doczekać kiedy je usłyszę w pełnym brzmieniu. Dziś tylko kilka nieśmiałych "tap, tap" w mieszkaniu; sąsiedzi czuwają na straży porządku.