28.08.2006

Dwóch mentorów

Dzięki uprzejmości Ewy Garniec z Grupy KONCENTRAT mogłem wczoraj rozpocząć naukę obsługi pulpitów sterowniczych oświetlenia teatralnego. Myślę, że zacząłem od dobrego modelu, jakim jest produkt firmy ADB - pulpit MENTOR.



Ewa dała mi szansę poznać metody włączania/wyłączania pojedynczych obwodów jak i całych ich grup, programowania poszczególnych scen, układania i wywoływania ich sekwencji. Potrafiła z cierpliwością prawdziwego mentora odpowiedzieć na wiele moich, często błahych pytań. Mam nadzieję, że to dopiero początek nauki.

Po całym dniu pracy zupełnie inaczej ogląda się spektakl, czując w mięśniach i każdej kropli potu ile wysiłku kosztowało jego przygotowanie.

Pochylam nisko głowe, również dzięki lekcji pokory na drabinie ;)

21.08.2006

Diavoli argilla

Najpierw chłodna i lepka... przylega do ciała jak dotyk spoconej dłoni...
Brunatna i krwista. Twardnieje z każdą minutą, ruchem, z każdym kolejnym błyskiem flesza.
Wrasta w ciało.
Pierwsza pojawiła się narośl na czole; namiastka rogów?
Dłonie zaczęły obrastać nią i pękać niczym kruche, pieczołowicie lepione naczynia.
Później pojawiły się ostrogi. Wyrastały nie tylko z pięt. Głównie spomiędzy palców, z każdym kolejnym krokiem po jego ciele... nieruchomym, zastygłym na dywanie kawałka tektury, na którym żyliśmy razem przez półtorej godziny.
Oblepiała moje plecy zimnym dotykiem, kiedy kładłem się na nim. Dolepiała mi skrzydła, kiedy rozgniatałem go, wijąc się na jego zdeformowanym ciele.
Bolała... kiedy próbowałem traktować ją jako autonomiczny fragment mojej postaci.

Odrywałem ją po kawałku, rozmazywałem, kruszyłem. Barwiła moją skórę przy próbie pozbawienia jej ciała, którym się żywiła, na którym żyła, które zdeformowała swoją lepką pieszczotą.
Odeszła dopiero pod ciepłym strumieniem wody, kapiąc jak krew.

Diabelska glina.

10.08.2006

Hatha Joga - lekcja pierwsza

To niesamowite. Nie wiedziałem, że moje ciało może się tak trząść.
Pocieszająca jest wiara w to, że Achilles czuł ten sam ból. Mam przynajmniej nadzieję, że to właśnie przez to uczucie w nogach ścięgna otrzymały jego imię. Przez równie przeszywające uczucie bólu.

Wciąż boli... wędrująco... rozciągnięte ścięgna, barki, kark...

Mimo tych przykryć doświadczeń pojawiła się jednak ledwo wyczuwalna... masochistyczna wręcz przyjemność ;)

Pierwszy raz w życiu udało mi się na przykład złapać całymi dłońmi za stopy, wyciągniętych przede mną, wyprostowanych nóg.
Mam nadzieję, że przerobione przeze mnie asany, o nazwach brzmiących bardziej obco niż japońskie nazwy postaw z Kendo, nie przeszkodzą mi jutro w podniesieniu się, o własnych siłach z łóżka.

Warto przeżyć to kolejny raz... może jednak nie jutro.

09.08.2006

Co gryzie Jabłko

czyli co o bezpieczeństwie w systemie Mac OS X wiedzieć warto.
Jednych irytuje sąsiadka innych politycy. Ja wolę mówić o tym co mi bliższe, namacalne, a jeżeli przy okazji uda mi się sprecyzować nieprecyzyjne, naświetlić niejasne - będę szczęśliwy.

Sprawdź adres: mac.wisnios.com

01.08.2006

Przeszedł koma...koma... koma... malutki

Pierwszy raz dojrzałem go kiedy leciał wzdłuż Wisły, by po chwili zawróćić w kierunku Parku Krasińskich... na nic zdały się usilne próby ściągnięcia go, mocą niemych próśb, nad Centrum.
Niesamowite wrażenie zrobił jednak jego zarys na niebie. Obserwując go, nadlatującego, rosnący w oczach kształt, czułem dziecięcą wręcz fascynację. I tylko te obłoczki ulotek, odrywające się co kilka chwil od kadłuba, burzyły poczucie dziwnego napięcia, jakby dławił się dymem... jakby raz po raz wpadał w stado wystraszonych ptaków. Tym niemniej - niesamowite przeżycie.
I tylko to cholerne, nigdy nie cichnące miasto drwiło z pomruku jego silników tępym stukotem tramwajowych kół.
Odlatując w kierunku lotniska wzbudził poczucie niedosytu, żalu przerwanej zabawy, smutku kończącego się przedstawienia. Do następnego razu, Latająca Forteco.

Ślicznotka w Warszawie

Właśnie doczytałem, ze bombowiec B-17 "Sally B", który już za trzy godziny wystartuje do lotu nad Warszawą, to ten sam, który wystąpił w filmie "Ślicznotka z Memphis".

Czekam więc na spotkanie ze Ślicznotką o ponurym, niskim głosie.
Platonicznie... beznamiętnie... Podekscytowany.

Latająca forteca


Błękitne niebo, przejrzyste niebo, upalne niebo... aż do bólu. Nawet cienia deszczowych, długo wyczekiwanych chmur. Ekstra. Pięknie. No wogóle, bez zarzutu.

Koniec tego (nie)dobrego. Skończyło się.

Tylko dlaczego akurat dziś, kiedy bombowiec Boeinga, B-17, ma krążyć nad miastem? Dlaczego nie późnym wieczorem albo jutro rano? Pieprzone, szare, wilgotne baranki. Jedno wielkie, bezkształtne stado.

Chłopcy są nieszczęśliwi, a przynajmniej jeden z nich.

A może pogoda sprzyja bombożercom? Może za kilka godzin będę mógl zobaczyć jego sylwetkę nad miastem Warszawa. Latająca forteca. Zamiast paczek z żywnością, lekami, bronią i amunicją - skrawki papieru. Nie ważne... ryk silników ten sam.