Coś jest w tych światłach... mimo iż szedłem na setup jak zastępy Mordoru... zmęczony tygodniem, pracą - wystarczyło obwiesić sobie ramiona sześcioma lampami i uśmiech sam pojawił się na twarzy. Krótka powtórka z typów refektorów, mała robocza konsoleta i mnóstwo satysfakcji z każdego kolejnego strumienia światła przecinającego przestrzeń sceny w środku nocy. Ewa Garniec, Piotr Pawlik i ja. Kubek gorącej kawy w garderobie. Dyskusje o bliznach i o tym, co tak naprawdę fresnelem się zowie ;-)
Już wiszą... skończyliśmy o 3:30 na ranem mimo iż myślałem ok. godziny 21:00, że jedyne na co mnie stać to sen. Dzisiaj focusowanie i tworzenie programu, mniam. No i najważniejsze... Premiera... Toi Toi Toi.
Tchnąłem ducha przez opuszki palców. Powstał, rozejrzał się i splunął. Zrzucił strzępki kodu z ramienia. Stoi. Taki mały Typer Shark ;-) Jak go wykorzystam - nie wiem. Już go jednak pulubiłem.
28.10.2006
21.10.2006
Skrót wiadomości
Po trzech tygodniach walki z nałogiem... znów palę. Słabość - niekoniecznie. Dym - odpoczynek, zaduma, nagroda... w tych i nie tylko tych chwilach jest ze mną. Pełznie po skórze, podąża za ruchem dłoni. Mówisz, że zabija... z pewnością. Kurgan powiedział kiedyś... it's better to burn in hell then to fade to gray. Coś w tym jest... moje życiowe motto?
W zeszły weekend miało miejsce wznowienie spektaklu Potańcówka. Niestety tym razem jesień i fakt niepremierowego pokazu zrobiły swoje, przez krzesełka przewinęło się jedynie ok.100 osób.
Daje to jednak w sumie ponad pół tysiąca widzów naszego przedstawienia.
Tym razem efektem zagrania spektaklu było zaproszenie wszystkich jego uczestników na casting realizowany dla pewnej dużej stacji telewizyjnej. Kto wie, kto wie... zawsze po cichu marzyłem aby został pogodynkiem, hihihi... lub w bardziej kryminalny sposób :x ...rozświetlić na niebiesko szyby ogromnej betonowej wsi. Tak czy siak - szklana pogoda.
Za tydzień, w sobotę odbędzie się premiera spektaklu Powiedz mi, że wyglądam bosko Grupy KONCENTRAT. Może znów będę miał okazję pomóc przy ustawianiu świateł. Może znów będę miał okazje spędzić weekend na drabinie :)
Po prawie dwóch miesiącach pracy w nowej firmie zaczynam powracać do normalnego trybu funkcjonowania, o czym mam nadzieję świadczy ten wpis w blogu, który został ostatnio przeze mnie sromotnie zaniedbany. Nie ukrywam, nowa praca pochłania siły - nowe obowiązki, nowa wiedza, nowe doświadczenia... dźwięku komórki rozbrzmiewającej o 1:30 w nocy... "słucham... tak.. dysk węgierskiego weba nie wytrzyma do rana?... ok, zaraz mu podam coś przeciwbólowego..." I tylko ciche kroki nusi sunącej do kuchni... zaraz wróci z nożem, na białą pierś tryśnie krew :D
W zeszły weekend miało miejsce wznowienie spektaklu Potańcówka. Niestety tym razem jesień i fakt niepremierowego pokazu zrobiły swoje, przez krzesełka przewinęło się jedynie ok.100 osób.
Daje to jednak w sumie ponad pół tysiąca widzów naszego przedstawienia.
Tym razem efektem zagrania spektaklu było zaproszenie wszystkich jego uczestników na casting realizowany dla pewnej dużej stacji telewizyjnej. Kto wie, kto wie... zawsze po cichu marzyłem aby został pogodynkiem, hihihi... lub w bardziej kryminalny sposób :x ...rozświetlić na niebiesko szyby ogromnej betonowej wsi. Tak czy siak - szklana pogoda.
Za tydzień, w sobotę odbędzie się premiera spektaklu Powiedz mi, że wyglądam bosko Grupy KONCENTRAT. Może znów będę miał okazję pomóc przy ustawianiu świateł. Może znów będę miał okazje spędzić weekend na drabinie :)
Po prawie dwóch miesiącach pracy w nowej firmie zaczynam powracać do normalnego trybu funkcjonowania, o czym mam nadzieję świadczy ten wpis w blogu, który został ostatnio przeze mnie sromotnie zaniedbany. Nie ukrywam, nowa praca pochłania siły - nowe obowiązki, nowa wiedza, nowe doświadczenia... dźwięku komórki rozbrzmiewającej o 1:30 w nocy... "słucham... tak.. dysk węgierskiego weba nie wytrzyma do rana?... ok, zaraz mu podam coś przeciwbólowego..." I tylko ciche kroki nusi sunącej do kuchni... zaraz wróci z nożem, na białą pierś tryśnie krew :D
27.09.2006
When the light begins to change...
czy wiecie co robią nocą w parku niegrzeczni chłopcy z niegrzecznymi dziewczynkami?
... zdjęcia :D
To już drugi raz kiedy miałem okazję współpracować z profesjonalnym fotografem. Tym razem okazją była sesja do spektaklu Grupy KONCENTRAT - Potańcówka. Konfrontacja wspomnień poniedziałkowej nocy i efektu pracy pozostanie jedynie udziałem kilku osób, wszystkich jednak zapraszam do odwiedzenia galerii Koncentratu i zobaczenia choć niewielkiej próbki umiejętności Tomka Dyczewskiego, naszych znakomitych choreografów - Anki Jankowskiej i Rafała Dziemidoka (ot, mała wazelinka przed próbami wznowieniowymi) oraz oczywiście mojej partnerki Katarzyny Galon i mojej nieskromnej osoby :P
http://koncentrat.com/gallery/index.html
... zdjęcia :D
To już drugi raz kiedy miałem okazję współpracować z profesjonalnym fotografem. Tym razem okazją była sesja do spektaklu Grupy KONCENTRAT - Potańcówka. Konfrontacja wspomnień poniedziałkowej nocy i efektu pracy pozostanie jedynie udziałem kilku osób, wszystkich jednak zapraszam do odwiedzenia galerii Koncentratu i zobaczenia choć niewielkiej próbki umiejętności Tomka Dyczewskiego, naszych znakomitych choreografów - Anki Jankowskiej i Rafała Dziemidoka (ot, mała wazelinka przed próbami wznowieniowymi) oraz oczywiście mojej partnerki Katarzyny Galon i mojej nieskromnej osoby :P
http://koncentrat.com/gallery/index.html
26.09.2006
bofh
już prawie miesiąc w szeregu, już prawie miesiąc pod nowym sztandarem, po siedmiu latach zmiana przydziału...
Jednostka specjalna - Bastard Operators From Hell.
Tylko czy aby napewno to właśnie od siarki tak bolą wieczorem przekrwione oczy?
być może, w końcu to TCC... Tactical Chemical Corps?
Jednostka specjalna - Bastard Operators From Hell.
Tylko czy aby napewno to właśnie od siarki tak bolą wieczorem przekrwione oczy?
być może, w końcu to TCC... Tactical Chemical Corps?
28.08.2006
Dwóch mentorów
Dzięki uprzejmości Ewy Garniec z Grupy KONCENTRAT mogłem wczoraj rozpocząć naukę obsługi pulpitów sterowniczych oświetlenia teatralnego. Myślę, że zacząłem od dobrego modelu, jakim jest produkt firmy ADB - pulpit MENTOR.

Ewa dała mi szansę poznać metody włączania/wyłączania pojedynczych obwodów jak i całych ich grup, programowania poszczególnych scen, układania i wywoływania ich sekwencji. Potrafiła z cierpliwością prawdziwego mentora odpowiedzieć na wiele moich, często błahych pytań. Mam nadzieję, że to dopiero początek nauki.
Po całym dniu pracy zupełnie inaczej ogląda się spektakl, czując w mięśniach i każdej kropli potu ile wysiłku kosztowało jego przygotowanie.
Pochylam nisko głowe, również dzięki lekcji pokory na drabinie ;)

Ewa dała mi szansę poznać metody włączania/wyłączania pojedynczych obwodów jak i całych ich grup, programowania poszczególnych scen, układania i wywoływania ich sekwencji. Potrafiła z cierpliwością prawdziwego mentora odpowiedzieć na wiele moich, często błahych pytań. Mam nadzieję, że to dopiero początek nauki.
Po całym dniu pracy zupełnie inaczej ogląda się spektakl, czując w mięśniach i każdej kropli potu ile wysiłku kosztowało jego przygotowanie.
Pochylam nisko głowe, również dzięki lekcji pokory na drabinie ;)
21.08.2006
Diavoli argilla
Najpierw chłodna i lepka... przylega do ciała jak dotyk spoconej dłoni...
Brunatna i krwista. Twardnieje z każdą minutą, ruchem, z każdym kolejnym błyskiem flesza.
Wrasta w ciało.
Pierwsza pojawiła się narośl na czole; namiastka rogów?
Dłonie zaczęły obrastać nią i pękać niczym kruche, pieczołowicie lepione naczynia.
Później pojawiły się ostrogi. Wyrastały nie tylko z pięt. Głównie spomiędzy palców, z każdym kolejnym krokiem po jego ciele... nieruchomym, zastygłym na dywanie kawałka tektury, na którym żyliśmy razem przez półtorej godziny.
Oblepiała moje plecy zimnym dotykiem, kiedy kładłem się na nim. Dolepiała mi skrzydła, kiedy rozgniatałem go, wijąc się na jego zdeformowanym ciele.
Bolała... kiedy próbowałem traktować ją jako autonomiczny fragment mojej postaci.
Odrywałem ją po kawałku, rozmazywałem, kruszyłem. Barwiła moją skórę przy próbie pozbawienia jej ciała, którym się żywiła, na którym żyła, które zdeformowała swoją lepką pieszczotą.
Odeszła dopiero pod ciepłym strumieniem wody, kapiąc jak krew.
Diabelska glina.
Brunatna i krwista. Twardnieje z każdą minutą, ruchem, z każdym kolejnym błyskiem flesza.
Wrasta w ciało.
Pierwsza pojawiła się narośl na czole; namiastka rogów?
Dłonie zaczęły obrastać nią i pękać niczym kruche, pieczołowicie lepione naczynia.
Później pojawiły się ostrogi. Wyrastały nie tylko z pięt. Głównie spomiędzy palców, z każdym kolejnym krokiem po jego ciele... nieruchomym, zastygłym na dywanie kawałka tektury, na którym żyliśmy razem przez półtorej godziny.
Oblepiała moje plecy zimnym dotykiem, kiedy kładłem się na nim. Dolepiała mi skrzydła, kiedy rozgniatałem go, wijąc się na jego zdeformowanym ciele.
Bolała... kiedy próbowałem traktować ją jako autonomiczny fragment mojej postaci.
Odrywałem ją po kawałku, rozmazywałem, kruszyłem. Barwiła moją skórę przy próbie pozbawienia jej ciała, którym się żywiła, na którym żyła, które zdeformowała swoją lepką pieszczotą.
Odeszła dopiero pod ciepłym strumieniem wody, kapiąc jak krew.
Diabelska glina.
10.08.2006
Hatha Joga - lekcja pierwsza
To niesamowite. Nie wiedziałem, że moje ciało może się tak trząść.
Pocieszająca jest wiara w to, że Achilles czuł ten sam ból. Mam przynajmniej nadzieję, że to właśnie przez to uczucie w nogach ścięgna otrzymały jego imię. Przez równie przeszywające uczucie bólu.
Wciąż boli... wędrująco... rozciągnięte ścięgna, barki, kark...
Mimo tych przykryć doświadczeń pojawiła się jednak ledwo wyczuwalna... masochistyczna wręcz przyjemność ;)
Pierwszy raz w życiu udało mi się na przykład złapać całymi dłońmi za stopy, wyciągniętych przede mną, wyprostowanych nóg.
Mam nadzieję, że przerobione przeze mnie asany, o nazwach brzmiących bardziej obco niż japońskie nazwy postaw z Kendo, nie przeszkodzą mi jutro w podniesieniu się, o własnych siłach z łóżka.
Warto przeżyć to kolejny raz... może jednak nie jutro.
Pocieszająca jest wiara w to, że Achilles czuł ten sam ból. Mam przynajmniej nadzieję, że to właśnie przez to uczucie w nogach ścięgna otrzymały jego imię. Przez równie przeszywające uczucie bólu.
Wciąż boli... wędrująco... rozciągnięte ścięgna, barki, kark...
Mimo tych przykryć doświadczeń pojawiła się jednak ledwo wyczuwalna... masochistyczna wręcz przyjemność ;)
Pierwszy raz w życiu udało mi się na przykład złapać całymi dłońmi za stopy, wyciągniętych przede mną, wyprostowanych nóg.
Mam nadzieję, że przerobione przeze mnie asany, o nazwach brzmiących bardziej obco niż japońskie nazwy postaw z Kendo, nie przeszkodzą mi jutro w podniesieniu się, o własnych siłach z łóżka.
Warto przeżyć to kolejny raz... może jednak nie jutro.
9.08.2006
Co gryzie Jabłko
czyli co o bezpieczeństwie w systemie Mac OS X wiedzieć warto.
Jednych irytuje sąsiadka innych politycy. Ja wolę mówić o tym co mi bliższe, namacalne, a jeżeli przy okazji uda mi się sprecyzować nieprecyzyjne, naświetlić niejasne - będę szczęśliwy.
Sprawdź adres: mac.wisnios.com
Jednych irytuje sąsiadka innych politycy. Ja wolę mówić o tym co mi bliższe, namacalne, a jeżeli przy okazji uda mi się sprecyzować nieprecyzyjne, naświetlić niejasne - będę szczęśliwy.
Sprawdź adres: mac.wisnios.com
1.08.2006
Przeszedł koma...koma... koma... malutki
Pierwszy raz dojrzałem go kiedy leciał wzdłuż Wisły, by po chwili zawróćić w kierunku Parku Krasińskich... na nic zdały się usilne próby ściągnięcia go, mocą niemych próśb, nad Centrum.
Niesamowite wrażenie zrobił jednak jego zarys na niebie. Obserwując go, nadlatującego, rosnący w oczach kształt, czułem dziecięcą wręcz fascynację. I tylko te obłoczki ulotek, odrywające się co kilka chwil od kadłuba, burzyły poczucie dziwnego napięcia, jakby dławił się dymem... jakby raz po raz wpadał w stado wystraszonych ptaków. Tym niemniej - niesamowite przeżycie.
I tylko to cholerne, nigdy nie cichnące miasto drwiło z pomruku jego silników tępym stukotem tramwajowych kół.
Odlatując w kierunku lotniska wzbudził poczucie niedosytu, żalu przerwanej zabawy, smutku kończącego się przedstawienia. Do następnego razu, Latająca Forteco.
Niesamowite wrażenie zrobił jednak jego zarys na niebie. Obserwując go, nadlatującego, rosnący w oczach kształt, czułem dziecięcą wręcz fascynację. I tylko te obłoczki ulotek, odrywające się co kilka chwil od kadłuba, burzyły poczucie dziwnego napięcia, jakby dławił się dymem... jakby raz po raz wpadał w stado wystraszonych ptaków. Tym niemniej - niesamowite przeżycie.
I tylko to cholerne, nigdy nie cichnące miasto drwiło z pomruku jego silników tępym stukotem tramwajowych kół.
Odlatując w kierunku lotniska wzbudził poczucie niedosytu, żalu przerwanej zabawy, smutku kończącego się przedstawienia. Do następnego razu, Latająca Forteco.
Ślicznotka w Warszawie
Właśnie doczytałem, ze bombowiec B-17 "Sally B", który już za trzy godziny wystartuje do lotu nad Warszawą, to ten sam, który wystąpił w filmie "Ślicznotka z Memphis".
Czekam więc na spotkanie ze Ślicznotką o ponurym, niskim głosie.
Platonicznie... beznamiętnie... Podekscytowany.
Czekam więc na spotkanie ze Ślicznotką o ponurym, niskim głosie.
Platonicznie... beznamiętnie... Podekscytowany.
Latająca forteca

Błękitne niebo, przejrzyste niebo, upalne niebo... aż do bólu. Nawet cienia deszczowych, długo wyczekiwanych chmur. Ekstra. Pięknie. No wogóle, bez zarzutu.
Koniec tego (nie)dobrego. Skończyło się.
Tylko dlaczego akurat dziś, kiedy bombowiec Boeinga, B-17, ma krążyć nad miastem? Dlaczego nie późnym wieczorem albo jutro rano? Pieprzone, szare, wilgotne baranki. Jedno wielkie, bezkształtne stado.
Chłopcy są nieszczęśliwi, a przynajmniej jeden z nich.
A może pogoda sprzyja bombożercom? Może za kilka godzin będę mógl zobaczyć jego sylwetkę nad miastem Warszawa. Latająca forteca. Zamiast paczek z żywnością, lekami, bronią i amunicją - skrawki papieru. Nie ważne... ryk silników ten sam.
29.07.2006
Jasny kontrapunkt Diabła
Bezpośrednim efektem wystąpienia w Potańcówce jest zaproszenie mnie do udziału w sesji fotograficznej poświęconej Diabłu, organizowanej przez Wiktora Gutta. I tu niespodzianka dla znających moje zamiłowania z przeszłości do mroku. Zostałem wybrany przez swoją jasność, jako jasny kontrapunkt Diabła. [rotfl]
Potańcówka: odsłona trzecia
W opinii tych, którzy byli świadkami kolejnych spektakli:
najlepsza :-)
I ja tam byłem... miodu nie było, ale tańczyłem. A kto nie widział niechaj żałuje.
najlepsza :-)
I ja tam byłem... miodu nie było, ale tańczyłem. A kto nie widział niechaj żałuje.
27.07.2006
Po premierze
Radość, euforia, spełnienie... trzy słowa oddające atmosferę dnia wczorajszeego.
Emocje i nerwy godzinę przed spektaklem. Dopiero po dwóch pierwszych scenach wyrównanie oddechu i rytmu bicia serca. Ciało, które z oporem poddaje się poleceniom. Sztywne mięśnie. Pot.
Później już tylko chwile. Zastępy Mordoru pod maskami swobody. Kilka mgnień później szczery śmiech i walc. Niech żyje bal!
Dziś drugie granie. Zmęczenie. Śmiech - zbyt wszechogarniający. Galeria pomyłek i potknięć, jednak ta sama radość.
Potrzebuję snu.
Emocje i nerwy godzinę przed spektaklem. Dopiero po dwóch pierwszych scenach wyrównanie oddechu i rytmu bicia serca. Ciało, które z oporem poddaje się poleceniom. Sztywne mięśnie. Pot.
Później już tylko chwile. Zastępy Mordoru pod maskami swobody. Kilka mgnień później szczery śmiech i walc. Niech żyje bal!
Dziś drugie granie. Zmęczenie. Śmiech - zbyt wszechogarniający. Galeria pomyłek i potknięć, jednak ta sama radość.
Potrzebuję snu.
25.07.2006
Premiera
Niecałe dwanaście godzin pozostało do godziny ZERO.
A cóż to była za noc. Nie pamiętam już takiej, od czasów kiedy to wyjeżdżalismy z rodzicami na wczasy - emocje nie pozwalały zasnać; otwierały wczesnie rano oczy, zawstydzając okoliczne koguty.
Dzisiejsza noc była jeszcze bardziej okrutna dla człowieka czekającego świtu. Lepkość powietrza, zaduch, tępe alkoholowe rozmowy kilka balkonów dalej, przytłumiony ścianami budynku transowy rytm.
Położyłem sie ok. 22.
23:30 Rozwieszam pranie. Pralka usnęła później od nas. Teraz odetchnęła, kiedy uwolniłem jej lśniące metalem trzewia od wilgotnej treści. Papieros. Gorąca herbata.
01:50 ...noc ...poranek zabłądził na przedmiściach. Otworzone szeroko okno. Łyk chłodnej już herbaty.
08:00 (Marcin : Koguty) 0:1
A cóż to była za noc. Nie pamiętam już takiej, od czasów kiedy to wyjeżdżalismy z rodzicami na wczasy - emocje nie pozwalały zasnać; otwierały wczesnie rano oczy, zawstydzając okoliczne koguty.
Dzisiejsza noc była jeszcze bardziej okrutna dla człowieka czekającego świtu. Lepkość powietrza, zaduch, tępe alkoholowe rozmowy kilka balkonów dalej, przytłumiony ścianami budynku transowy rytm.
Położyłem sie ok. 22.
23:30 Rozwieszam pranie. Pralka usnęła później od nas. Teraz odetchnęła, kiedy uwolniłem jej lśniące metalem trzewia od wilgotnej treści. Papieros. Gorąca herbata.
01:50 ...noc ...poranek zabłądził na przedmiściach. Otworzone szeroko okno. Łyk chłodnej już herbaty.
08:00 (Marcin : Koguty) 0:1
22.07.2006
Świszczący maczek
Właśnie przeżyłem chwilę grozy. Mój iBook w krótkich odstępach czasu zaczął wydawać z siebie cichutkie świśnięcia. Jestem wyjątkowo wyczulony na jego punkcie. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że przeczulony. Rozpocząłem wniklie dochodzenie źródła niepokojącego dźwięku. Może to pozostawiona płyta w napędzie, może dysk, może zwarcie - scenariusz zaczął przebierać coraz ciemniejsze barwy. Próbowałem zapanować nad dręczącą mnie wizją oddania maczka do serwisu, w razie wystąpienia dotkliwszych objawów. Bez skutku.
Myśle, że i Was rozbawi diagnoza tej tajemniczej przypadłości maka.
Wystarczyło głębiej wciągnąć powietrze... aby wraz z niesamowitym poczuciem ulgi uświadomić sobie, że to tylko popiskująca prawa dziurka mojego nosa :D
Wyjaśniło to zaobserwowane wcześniej zjawisko - świst cichł w momencie kiedy wstrzymywałem oddech aby posłuchać z przejęciem co tak w maczku piszczy.
Gładzę go właśnie po obudowie jako wyraz czynnego żalu za fałszywie złożone oskarżenia ;)
Myśle, że i Was rozbawi diagnoza tej tajemniczej przypadłości maka.
Wystarczyło głębiej wciągnąć powietrze... aby wraz z niesamowitym poczuciem ulgi uświadomić sobie, że to tylko popiskująca prawa dziurka mojego nosa :D
Wyjaśniło to zaobserwowane wcześniej zjawisko - świst cichł w momencie kiedy wstrzymywałem oddech aby posłuchać z przejęciem co tak w maczku piszczy.
Gładzę go właśnie po obudowie jako wyraz czynnego żalu za fałszywie złożone oskarżenia ;)
21.07.2006
Protest tang
[...] wykonawcy zmierzą się z tańcem współczesnym, ale pokażą też elementy walca i tanga. I mimo że muzyka odgrywa tu wielką rolę, "Potańcówkę" trudno nazwać protest songiem, to raczej protest tang.
- Sandra Wilk, "Rzeczpospolita" czytaj

fot. Robert Gardziński
Słysząc różne komentarze, śpieszę z wyjaśnieniami:
Dziewczyna za mną to nie instruktor, to partnerka improwizacji - Miranda ;-)
- Sandra Wilk, "Rzeczpospolita" czytaj

fot. Robert Gardziński
Słysząc różne komentarze, śpieszę z wyjaśnieniami:
Dziewczyna za mną to nie instruktor, to partnerka improwizacji - Miranda ;-)
Komentarze
Widzę, ze możliwość komentowania jest wykorzystywana jako forma maila do mnie, bez związku z komentowanym artykułem.
W związku z powyższym, zapraszam wszystkich zainteresowanych wyslaniem maila, nie powiązanego z treścią moich wpisów, do zapoznania się z profilem (View my complete profile).
BLOG nie jest skrzynką pocztową. Proszę o przestrzeganie tej prostej zasady.
Nie chcę blokować możliwości komentowania. Wiele radości dają mi Wasze wpisy i powodują, że frajda prowadzenia bloga jest tym większa.
W związku z powyższym, zapraszam wszystkich zainteresowanych wyslaniem maila, nie powiązanego z treścią moich wpisów, do zapoznania się z profilem (View my complete profile).
BLOG nie jest skrzynką pocztową. Proszę o przestrzeganie tej prostej zasady.
Nie chcę blokować możliwości komentowania. Wiele radości dają mi Wasze wpisy i powodują, że frajda prowadzenia bloga jest tym większa.
20.07.2006
Emocje wyrażone tangiem
To miłośnicy tanga. Gdy tylko mają wolny czas, chodzą na wieczorne milongi do klubów. Oprócz Marcina Wiśniosa (informatyk), który do tej pory nie miał nic wspólnego z tańcem. Teraz chcą się zmierzyć z tańcem współczesnym.
- Sandra Wilk, "Rzeczpospolita" czytaj
a pewnie, że chcą :D
- Sandra Wilk, "Rzeczpospolita" czytaj
a pewnie, że chcą :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)