22.05.2007

(Nie)małosolne stepowanie

Lato w pełni maja. Przewidując nadejście zapowiadanego przez IMGW kataklizmu piszę. Jutro niczego nie będzie. Dwa stopnie w dwustopniowej skali zagrożenia burzowego. Wiem, wiem... inni mają dziewięcio-, dziesięciostopniowe skale... a my - pikusie z centralnej Polski. W obliczu nadchodzącej zza widnokręgu zagłady nie czas się licytować.

O czym tu pisać do potomności?

Dzień przed zagładą spędziłem wieczór na stepowaniu.
Trzydzieści stopni. Dookoła ludzie umierają tonąc. Byłem z nimi, cierpiałem szczęśliwy. Zabrakło słoja. Dziwne, na codzień noszę go przecież przy sobie. Dziś zebrałbym solankę, jutro kupił ogórki...
Wiem, nie miałem słoja bo jutro tylko szczerbaty kaznodzieja, z napisem "Dzień Sądu nadchodzi", sam będzie świętował pełnię przepowiedni.

Mija kolejna godzina. Centrum śmierdzi bardziej. Czy to początek?

12.05.2007

Kazakh Freestyler

Obejrzałem to już chyba dwadzieścia pięćdziesiąt razy i nie mogę przestać. Chłopak jest niesamowity.
Obiecuję, jeżeli wyda płytę, będę jednym z pierwszych w kolejce do kasy.

8.05.2007

Majden

Nabrzmiałyście kwiatem Rozkwitłyście wonią
Pierwsze jego kruche ciało w młode usta dopchnęłyście dłonią
Strojne w małych śmierci jaśmin Panieneczki młode
Mama kościół pokazała Tata każe w wino zmienić świętą wodę

28.04.2007

Post mortem

Wpis 'Generalnie' oddał najpełniej moje odczucia po próbie generalnej. Zgodnie z przesądem - trzecia generalna do dupy - spektakl udany. Nie ważne, że pomiędzy pierwsza generalną a drugą minęło niespełna dwie godziny, a pomiędzy drugą a trzecią... sekundy.

Wyszliśmy. Nie będę mówił o innych. Nie patrzyłem. Nie widziałem. W ciągu tych niecałych trzech minut pobytu na scenie każdy był sam. Myślę, że dało się to również zauważyć patrząc od strony widowni.

Koszulka ze świeżo dzierganym logo 'TAP-DANCE Polska'. Pot przylepił ją gładko do pleców. Czaszka wypudrowana zgodnie z obowiązującym standardem matowienia powierzchni gładkich. Na głowie, stopach, ramionach - liczne ugryzienia. "A komarów tego roku było na bukiety". Buty odarte z dziewictwa gładkich podeszw - wynik ostatnich prób na kostce brukowej. Uśmiech, publiczność patrzy; suche ze zdenerwowania usta pozwalają pozostać mu do końca na miejscu. Tap, tap [...] kilka pstryknięć palcami, tap, tap [...] koniec.

Opinie: 'uniesiony kciuk' (nie dobijać), "Just great!", "Jak na pierwszy raz...". Nie mi oceniać. Cieszę się. Tak, po prostu.

Powrót do domu. Pół butelki czerwonego wina ze scurką. (Była ze mną, pudrowała, skopała tyłek, uśmiechała się z drugiego rzędu. To dla niej tańczyłem. Dla niej i dla samego siebie). Emocje zgasły, ciało przypomniało o zmęczeniu. Łatwy sen.

26.04.2007

Generalnie

Sreberko, landrynka, z pilśni szklanka
Jezus, cycki i furmanka
Remiza, burdel, wiejski ślub
a na scenie - tancerz trup.

23.04.2007

JP twist 2 open

[...]
Znów zatęchły przedział. I ona. Wsiadła ostatnia, ale jakby od zawsze tu była.
"Czy to pociąg do Kalisza?" - zapytała szeptem siedzącego po jej prawicy mężczyznę.
Skinął głową, nie przerywając lektury kolorowego tygodnika. Udało mu się. Mniej szczęścia ma siedzący naprzeciw Pelargonii. Nie czyta! (Może nawet potrafi?).
"Chce Pan zobaczyć Ojca Świętego kiedy był mały?" - zagaduje Pela. Chłopak obiega wzrokiem współpasażerów, którzy nagle odnaleźli ten najciekawszy fragment swych lektur.
"Tak" - z lekko głupawym uśmiechem odpowiada, wiedząc, że to walka oddana. Pela pochyla się i z przepastnej uszatej torby wyciąga słoik. Zamieramy... to tylko obiad.

22.04.2007

Polowanie

[...]
Podszedł do niej. Patrzyła niepewnie, kiedy próbując zmienić jej nastrój podciągnął jedną z nogawek swoich boks-szortów do wysokości pachy. Zaśmiała się szczerze.
"Daj bułkę,... proszę" - powiedział po raz kolejny. Dłoń, trzymająca zielony materiał jego bielizny, przesunęła się jeszcze wyżej odsłaniając coś na kształt puchliny głodowej.
"Wyglądasz w tych majtkach jak niedorozwinięty orangutan" - skwitowała ze śmiechem.
Kolejne polowanie na maślaną bułkę zakończyło się niepowodzeniem.

12.04.2007

Mad & Son

Pozostało równo dwa tygodnia do występu w Zielonka Square Garden. Nogi zaczynają rozumieć co je czeka... potrzebują już teraz tylko praktyki. Gorzej z głową. Do improwizowania pierwsza. Do odtworzenia ustalonego układu... hmm... ostatnia?

Nie mogę znaleźć złotego środka między skupieniem a swobodą.
Skupienie - wszystko tyka jak w zegarku. Tik - "prawie" wszystko sztywnieje. Tak - przez twarz maszerują zastępy Mordoru.
Swoboda - panta rei. Twarz zalewa błogie poczucie boskości. Wszystko się rozmywa, na czele z kolejnym krokiem , który usiłuje w pędzie podkręconego New York, New York przywołać w myślach.

Nie pozostaje nic innego jak ruszyć na wyprawę po Złoty Środek.
Czy warto jednak wypośrodkować to co mam dotychczas? Tak jak "boskie zesztywnienie" może okazać się ciekawym doznaniem tak tańczenie do rytmu New Mordor, New Mordor ...niekoniecznie.

11.04.2007

Dzieci z dworca ZEO

Szef próbuje złapać szczura, którego nie udało się złapać wężowi.
Kolega próbuje nakłonić w kuchni węża aby oddał porcelanowy kubek, symulując kroplami wody kranowej nadejście pory deszczowej. Wyjść zapalić? Nie mogę - czekam aż kapibara odda mi zapalniczkę.

2.04.2007

Uuit... uuit...

Dziwne to miasto. Mija godzina osiemnasta. Leżę na łóżku w poobiednim dwuminutowym letargu. Czternaste piętro. W dole Świętokrzyska krzyczy z zatwardzenia. I ona... przechadza się gdzieś dookoła bloku, na elastycznej czerwonej smyczy.
Podskakuje. Nie wiem nawet kto ją wyprowadził. Musi jednak mieszkać w moim bloku. Uuit... uuit... cisza... znów się przyssała mocniej do chodnika. (Rano slalom pomiędzy wyrwami płytami, w drodze do pracy.) Ciekawe czym ją karmią... tak raźno skacze. Pijawka w centrum Warszawy.

29.03.2007

Robak

Kolejny wpis w którym autor bloga równoważy siłę swego poprzedniego, egotycznego wpisu.
Wpis, który składa na delikatne dłonie swej pani aby przez wyrozumiałość przymknęła swe piękne oczy na rozdmuchane ego twórcy tych malign.

Przyjmij, scurko tych słów marny zlepek. Nie gardź mną małym, nędznym robakiem... bo kimże ja jestem przy jasnym Twym blasku - fraszką, igraszką, zabawką blaszaną.

A to było tak

Kolejne odsłony twarzy dobrego człowieka. Człowieka, który pod wpływem złych emocji i środowiska, w którym żył i tworzył stał się potworem godnym najgłębszego potępienia. Metamorfoza istoty bezczeszczącej swój pasiasty, świętokrzyski kubrak.
















26.03.2007

Broadcast yourself

UWAGA! UWAGA! UWAGA! Ogłaszam alarm dla miast i wiosek. W najbliższy czwartek, tj. 29 marca o godz. 16:15 dokona się emisja sygnału telewizyjnego obejmująca zasięgiem tereny Rzeczypospolitej. Szczególnie narażone będą osoby przebywające w sąsiedztwie otwartego kanału TVN. Uprasza się potencjalne ofiary tego broadcastu o przygotowanie opakowania chusteczek higienicznych i miski oraz o nie zakrywanie oczu. Decyzję wypełnienia miski (nie)zdrową żywnością lub pozostawienia jej pustą pozostawia się wolną. Treści wspomnianego przekazu będę Seryjnie... Sprawcą.

Sygnał zostanie nadany ponownie o godz. 8:05 dnia następnego, burząc ostatnie bastiony oporu.

2.02.2007

Walczyk

Dlaczego pasjonuje mnie taniec? Jest wyjątkowym obrazem rzeczywistości.
Obrazem, który buduje emocje każdego z uczestników różnorodną mieszanką skojarzeń i odniesień.
Są jednak chwile kiedy pozwala dostrzec ostrą kreskę odbitej w lustrze codzienności.

Ilekroć nie potrafimy czegoś opanować, czy to przez własną niedoskonałość czy brak starań, przekuwamy własną słabość w ofensywne ostrze.

Walczyk. Raz, dwa, trzy. A na każde raz-dwa-trzy przypada sześć uderzeń stopy. Pięknie, dopóki raz-dwa-trzy wybrzmiewa echem wiedeńskich sal.

Rozpędził się do tempa kulawej polki...

Najpierw pojawiła się irytacja brakiem sprawności własnego ciała. Jak zwykle - trwała najkrócej.
Po chwili, walczyk był wszystkiemu winny. Irytacja nie lubi głodować. Przegryzała kolejne gardła.
Kilka minut i nienawidziłem wszystkich, którzy tańczą - zarówno wodewilowych "zdolniuszy" jak i tych, którzy z lęku przed przyznaniem się do własnej słabości udają, że "mogą".

Irytacji odbiło się głośno z przejedzenia.

Pieprzę to, że ktoś znów powie - patetyczny.
Takie chwile dają mi siłę do pracy nad sobą.

Czy nie tańczymy jednak takiego "walczyka" zbyt często?

22.01.2007

Total Search Strings

Siadłem sobie przed chwilą aby zgłębić prawa rządzące stanem licznika na stronie Koncentratu.
Wędrując po kolejnych stronach statystyk znalazłem tabelkę z frazami, które jeżeli dobrze rozumiem wpisywali ludzie w wyszukiwarce, a które zaprowadziły ich na moją stronę. Przyznam, że rozbawiły mnie do łez. Oto kilka z nich.
  • po japońsku śmierć
  • duże źrenice
  • piotruś co się stało
  • świat nie jest domem mym
  • jego jądra
  • pieścić twoje ciało
  • łono dziewicze
Z powyższego zestawienia specjalnie usunąłem hasła, które potrafiłem w większym stopniu powiązać z treścią informacji zawartych na moich stronach. No może poza jednym, ale to już pozostawię dociekliwym.

I niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że cały świat nie kręci się wokół nieszczęść ludzkich i dupy.

14.01.2007

Mój jest ten kawałek podłogi

Gdzie nie zniszczę parkietu? Gdzie nikt z drwiną w spojrzeniu nie będzie mnie rozpraszał? Gdzie nikt nie odegra się trzonkiem miotły, wybijając nierówny rytm na suficie?

Na przystanku autobusowym? Na parkingu, podczas przerwy na papierosa? Na klatce schodowej, oczekując na windę?

Nie wiem.

Muszę ćwiczyć. Dwie godziny w tygodniu tak szybko mijają. Zbyt długo czekam na następne.

Może zamieszczę ogłoszenie?

AAA Stepujący mężczyzna wynajmie nieodpłatnie powierzchnię do tańca. Początkujący; miłośników Gregory Hinesa, Saviona Glovera... odsyłam do kina. Wymagania: parkiet, linoleum, inne niebetonowe, niewłochate podłoża. Przestrzeń: jeden metr kwadratowy. Gwarantuję: brak ciszy.

10.01.2007

Let the Sansha(ine)

My precious...

Są czarne. Pachną narkotycznie skórą. Każdy krok, każdy tap brzmi...
Brak słow. Jutro zobaczymy na co je stać... na co mnie stać. Buty same nie zatańczą.

Nie mogę się doczekać kiedy je usłyszę w pełnym brzmieniu. Dziś tylko kilka nieśmiałych "tap, tap" w mieszkaniu; sąsiedzi czuwają na straży porządku.

28.12.2006

Wystarczy nam siedemnaście sylab

Rok temu w śniegu
Zostały ślady kroków
Dzisiaj przy mnie śpi

19.12.2006

Z łomem na chińskie trumny

Dzień zapowiadał się spokojny. Nie słoneczny. Nie mroźny. Nijaki taki, ale spokojny. Montaż kilku serwerów na farmie starego MC Donalda. Ot, dzień jak co noc na cmentarzu.
Tylko szpadla nie było. Był łom. Zamiast krzyży - ból krzyża.

I nie gasnąca fascynacja: "człowiek potrafi". A człowiek w Chinach... hmm... ja wiem - cenzura, blokowane portale, zamknięte kafejki, dożywocie za goły tyłek w filmie ukrytym na dysku. Oni chyba po prostu nie lubią komputerów. Czują się osaczeni nową technologią, która na kształt demonów paraliżuje ich samym wyobrażeniem.

Stara prawda - kiedy wszystkie rozwiązania zawiodły, nie znasz odpowiedzi, a życie zmusza cię do podjęcia decyzji - spójrz za siebie. Ktoś już musiał to robić w przeszłości. Ktoś może znalazł rozwiązanie przed tobą. Nie wiedziałem jednak, że Chińczycy są tak dalekowzroczni i oglądając się za siebie wylądują rzutem oka w podaniach ludowych, legendach. Mieli racje - tam o demony najłatwiej. Są demony, są metody ich pokonania.



Serwery przyleciały z Chin w drewnianych trumnach. Zabrakło tylko osikowego kołka wbitego w procesor... ale może znają inne legendy. Może przed zabiciem trumien gwoździami rzucili na nie urok. Fakt - trzy z siedmiu serwerów nie przeżyły zaklęcia.