26.04.2007

Generalnie

Sreberko, landrynka, z pilśni szklanka
Jezus, cycki i furmanka
Remiza, burdel, wiejski ślub
a na scenie - tancerz trup.

23.04.2007

JP twist 2 open

[...]
Znów zatęchły przedział. I ona. Wsiadła ostatnia, ale jakby od zawsze tu była.
"Czy to pociąg do Kalisza?" - zapytała szeptem siedzącego po jej prawicy mężczyznę.
Skinął głową, nie przerywając lektury kolorowego tygodnika. Udało mu się. Mniej szczęścia ma siedzący naprzeciw Pelargonii. Nie czyta! (Może nawet potrafi?).
"Chce Pan zobaczyć Ojca Świętego kiedy był mały?" - zagaduje Pela. Chłopak obiega wzrokiem współpasażerów, którzy nagle odnaleźli ten najciekawszy fragment swych lektur.
"Tak" - z lekko głupawym uśmiechem odpowiada, wiedząc, że to walka oddana. Pela pochyla się i z przepastnej uszatej torby wyciąga słoik. Zamieramy... to tylko obiad.

22.04.2007

Polowanie

[...]
Podszedł do niej. Patrzyła niepewnie, kiedy próbując zmienić jej nastrój podciągnął jedną z nogawek swoich boks-szortów do wysokości pachy. Zaśmiała się szczerze.
"Daj bułkę,... proszę" - powiedział po raz kolejny. Dłoń, trzymająca zielony materiał jego bielizny, przesunęła się jeszcze wyżej odsłaniając coś na kształt puchliny głodowej.
"Wyglądasz w tych majtkach jak niedorozwinięty orangutan" - skwitowała ze śmiechem.
Kolejne polowanie na maślaną bułkę zakończyło się niepowodzeniem.

12.04.2007

Mad & Son

Pozostało równo dwa tygodnia do występu w Zielonka Square Garden. Nogi zaczynają rozumieć co je czeka... potrzebują już teraz tylko praktyki. Gorzej z głową. Do improwizowania pierwsza. Do odtworzenia ustalonego układu... hmm... ostatnia?

Nie mogę znaleźć złotego środka między skupieniem a swobodą.
Skupienie - wszystko tyka jak w zegarku. Tik - "prawie" wszystko sztywnieje. Tak - przez twarz maszerują zastępy Mordoru.
Swoboda - panta rei. Twarz zalewa błogie poczucie boskości. Wszystko się rozmywa, na czele z kolejnym krokiem , który usiłuje w pędzie podkręconego New York, New York przywołać w myślach.

Nie pozostaje nic innego jak ruszyć na wyprawę po Złoty Środek.
Czy warto jednak wypośrodkować to co mam dotychczas? Tak jak "boskie zesztywnienie" może okazać się ciekawym doznaniem tak tańczenie do rytmu New Mordor, New Mordor ...niekoniecznie.

11.04.2007

Dzieci z dworca ZEO

Szef próbuje złapać szczura, którego nie udało się złapać wężowi.
Kolega próbuje nakłonić w kuchni węża aby oddał porcelanowy kubek, symulując kroplami wody kranowej nadejście pory deszczowej. Wyjść zapalić? Nie mogę - czekam aż kapibara odda mi zapalniczkę.

2.04.2007

Uuit... uuit...

Dziwne to miasto. Mija godzina osiemnasta. Leżę na łóżku w poobiednim dwuminutowym letargu. Czternaste piętro. W dole Świętokrzyska krzyczy z zatwardzenia. I ona... przechadza się gdzieś dookoła bloku, na elastycznej czerwonej smyczy.
Podskakuje. Nie wiem nawet kto ją wyprowadził. Musi jednak mieszkać w moim bloku. Uuit... uuit... cisza... znów się przyssała mocniej do chodnika. (Rano slalom pomiędzy wyrwami płytami, w drodze do pracy.) Ciekawe czym ją karmią... tak raźno skacze. Pijawka w centrum Warszawy.

29.03.2007

Robak

Kolejny wpis w którym autor bloga równoważy siłę swego poprzedniego, egotycznego wpisu.
Wpis, który składa na delikatne dłonie swej pani aby przez wyrozumiałość przymknęła swe piękne oczy na rozdmuchane ego twórcy tych malign.

Przyjmij, scurko tych słów marny zlepek. Nie gardź mną małym, nędznym robakiem... bo kimże ja jestem przy jasnym Twym blasku - fraszką, igraszką, zabawką blaszaną.

A to było tak

Kolejne odsłony twarzy dobrego człowieka. Człowieka, który pod wpływem złych emocji i środowiska, w którym żył i tworzył stał się potworem godnym najgłębszego potępienia. Metamorfoza istoty bezczeszczącej swój pasiasty, świętokrzyski kubrak.
















26.03.2007

Broadcast yourself

UWAGA! UWAGA! UWAGA! Ogłaszam alarm dla miast i wiosek. W najbliższy czwartek, tj. 29 marca o godz. 16:15 dokona się emisja sygnału telewizyjnego obejmująca zasięgiem tereny Rzeczypospolitej. Szczególnie narażone będą osoby przebywające w sąsiedztwie otwartego kanału TVN. Uprasza się potencjalne ofiary tego broadcastu o przygotowanie opakowania chusteczek higienicznych i miski oraz o nie zakrywanie oczu. Decyzję wypełnienia miski (nie)zdrową żywnością lub pozostawienia jej pustą pozostawia się wolną. Treści wspomnianego przekazu będę Seryjnie... Sprawcą.

Sygnał zostanie nadany ponownie o godz. 8:05 dnia następnego, burząc ostatnie bastiony oporu.

2.02.2007

Walczyk

Dlaczego pasjonuje mnie taniec? Jest wyjątkowym obrazem rzeczywistości.
Obrazem, który buduje emocje każdego z uczestników różnorodną mieszanką skojarzeń i odniesień.
Są jednak chwile kiedy pozwala dostrzec ostrą kreskę odbitej w lustrze codzienności.

Ilekroć nie potrafimy czegoś opanować, czy to przez własną niedoskonałość czy brak starań, przekuwamy własną słabość w ofensywne ostrze.

Walczyk. Raz, dwa, trzy. A na każde raz-dwa-trzy przypada sześć uderzeń stopy. Pięknie, dopóki raz-dwa-trzy wybrzmiewa echem wiedeńskich sal.

Rozpędził się do tempa kulawej polki...

Najpierw pojawiła się irytacja brakiem sprawności własnego ciała. Jak zwykle - trwała najkrócej.
Po chwili, walczyk był wszystkiemu winny. Irytacja nie lubi głodować. Przegryzała kolejne gardła.
Kilka minut i nienawidziłem wszystkich, którzy tańczą - zarówno wodewilowych "zdolniuszy" jak i tych, którzy z lęku przed przyznaniem się do własnej słabości udają, że "mogą".

Irytacji odbiło się głośno z przejedzenia.

Pieprzę to, że ktoś znów powie - patetyczny.
Takie chwile dają mi siłę do pracy nad sobą.

Czy nie tańczymy jednak takiego "walczyka" zbyt często?

22.01.2007

Total Search Strings

Siadłem sobie przed chwilą aby zgłębić prawa rządzące stanem licznika na stronie Koncentratu.
Wędrując po kolejnych stronach statystyk znalazłem tabelkę z frazami, które jeżeli dobrze rozumiem wpisywali ludzie w wyszukiwarce, a które zaprowadziły ich na moją stronę. Przyznam, że rozbawiły mnie do łez. Oto kilka z nich.
  • po japońsku śmierć
  • duże źrenice
  • piotruś co się stało
  • świat nie jest domem mym
  • jego jądra
  • pieścić twoje ciało
  • łono dziewicze
Z powyższego zestawienia specjalnie usunąłem hasła, które potrafiłem w większym stopniu powiązać z treścią informacji zawartych na moich stronach. No może poza jednym, ale to już pozostawię dociekliwym.

I niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że cały świat nie kręci się wokół nieszczęść ludzkich i dupy.

14.01.2007

Mój jest ten kawałek podłogi

Gdzie nie zniszczę parkietu? Gdzie nikt z drwiną w spojrzeniu nie będzie mnie rozpraszał? Gdzie nikt nie odegra się trzonkiem miotły, wybijając nierówny rytm na suficie?

Na przystanku autobusowym? Na parkingu, podczas przerwy na papierosa? Na klatce schodowej, oczekując na windę?

Nie wiem.

Muszę ćwiczyć. Dwie godziny w tygodniu tak szybko mijają. Zbyt długo czekam na następne.

Może zamieszczę ogłoszenie?

AAA Stepujący mężczyzna wynajmie nieodpłatnie powierzchnię do tańca. Początkujący; miłośników Gregory Hinesa, Saviona Glovera... odsyłam do kina. Wymagania: parkiet, linoleum, inne niebetonowe, niewłochate podłoża. Przestrzeń: jeden metr kwadratowy. Gwarantuję: brak ciszy.

10.01.2007

Let the Sansha(ine)

My precious...

Są czarne. Pachną narkotycznie skórą. Każdy krok, każdy tap brzmi...
Brak słow. Jutro zobaczymy na co je stać... na co mnie stać. Buty same nie zatańczą.

Nie mogę się doczekać kiedy je usłyszę w pełnym brzmieniu. Dziś tylko kilka nieśmiałych "tap, tap" w mieszkaniu; sąsiedzi czuwają na straży porządku.

28.12.2006

Wystarczy nam siedemnaście sylab

Rok temu w śniegu
Zostały ślady kroków
Dzisiaj przy mnie śpi

19.12.2006

Z łomem na chińskie trumny

Dzień zapowiadał się spokojny. Nie słoneczny. Nie mroźny. Nijaki taki, ale spokojny. Montaż kilku serwerów na farmie starego MC Donalda. Ot, dzień jak co noc na cmentarzu.
Tylko szpadla nie było. Był łom. Zamiast krzyży - ból krzyża.

I nie gasnąca fascynacja: "człowiek potrafi". A człowiek w Chinach... hmm... ja wiem - cenzura, blokowane portale, zamknięte kafejki, dożywocie za goły tyłek w filmie ukrytym na dysku. Oni chyba po prostu nie lubią komputerów. Czują się osaczeni nową technologią, która na kształt demonów paraliżuje ich samym wyobrażeniem.

Stara prawda - kiedy wszystkie rozwiązania zawiodły, nie znasz odpowiedzi, a życie zmusza cię do podjęcia decyzji - spójrz za siebie. Ktoś już musiał to robić w przeszłości. Ktoś może znalazł rozwiązanie przed tobą. Nie wiedziałem jednak, że Chińczycy są tak dalekowzroczni i oglądając się za siebie wylądują rzutem oka w podaniach ludowych, legendach. Mieli racje - tam o demony najłatwiej. Są demony, są metody ich pokonania.



Serwery przyleciały z Chin w drewnianych trumnach. Zabrakło tylko osikowego kołka wbitego w procesor... ale może znają inne legendy. Może przed zabiciem trumien gwoździami rzucili na nie urok. Fakt - trzy z siedmiu serwerów nie przeżyły zaklęcia.

23.11.2006

Sztuczne łzy

Wczorajszy dzień spędziłem na nagraniu odcinka serialu Sędzia Anna Maria Wesołowska.

Miesiąc przygotowań, nauka roli, próby tekstu przed telefon na parkingu przed firmą. Teraz tylko egzemplarz scenariusza, leżący na parapecie okna, wspomnienie dnia który rozegrał się tuż przy domu Wielkiego Brata.

Ciężko opisać taki dzień, może dla ludzi "z branży" codzienny, dla mnie odrealniony, bez pamięci jego nazwy, kolejnych godzin; senne migawki.

Rozpoczęliśmy od generalnej próby tekstu. Później obiad. Wybór kostiumu. Makijaż.
Wybór kostiumu - brzmi dumnie. W rzeczywistości zmiana koszulki "pod kolor", spięcie jej agrafkami na plecach "aby lepiej leżała", i wybranie koszuli. Miała być marynarka, ale ta która wyglądała najlepiej zdobiła już plecy zbyt wielu świadków i oskarżonych.

Makijaż głowy. Golisz włosy - na podkładzie nie oszczędzisz.

Odprawa przed reżyserem. Ocena przygotowań. Dobre słowo dla stremowanych.

Mikroporty za pasek, kabelek przeciągnąć pod spodem. Próba urządzeń - powiedzcie fragment roli lub coś od siebie... coś od siebie. Rola - nie pamiętam. Sala sądowa zimna od poprzednich wyroków, a może to tylko nerwy. Po zapaleniu reflektorów ociepli się klimat.

Później już tylko mgnienia świadomości. Wejście publiczności. Wyprowadzenie nas świadków na korytarz sądowy. "Prosze wstać, Sąd idzie". Odczytanie aktu oskarżenia. Nerwy, zbliżającego się wejścia na salę sądową. Pierwszy świadek, drugi... trzeci - czas na mnie.

Wahadłowe drzwiczki jak w saloonie, prosto z westernu. Zamiast Johna Weyna... Anna Maria. Ja gram nieznanego kowboja, nie znają jeszcze mojej szybkości... wypowiadania słów. "Nazywam się Krzysztof Rusik..."
I nagle już siędzę. Obok matka oskarżonego listonosza. Za plecami mocherowa publiczność, która wybrała udział w nagraniu przed chłodem kościoła i jego wewnętrznym paciorkoturniejem "Kółko różańcowe", z udziałem wypomadowanych gwiazd parafii. Dziś błyszczą: "mam też telefon na Woronicza, mogę Pani podać.".

Teraz już spokojnie. Za chwilę - moje drugie wejście. Kunszt dramaturgii wystąpienia próbuje zaburzyć nękany przez reżysera obrońca... wstaję, siadam, podchodzę na miejsce składania zeznań, siadam, chcę zacząć, siadam... narasta irytacja wobec niemożności drugiego człowieka do zapamiętania jednego zdania. W końcu... "ja nie chciałem jej zrobić krzywdy..." [Stop, chcę widzieć łzy w jego oczach]. "Dam radę?..." Nie dowiem się - wezwana charakteryzatorka już dmucha mi w oczy "gwizdkiem" pachnącym "maścią z kotkiem". Oczy łzawią. Głos poddaje się emocjom wynikającym z roli. Drży. Staruszki nie wiedzą czy już mnie nienawidzieć czy płakać. Prokurator każe mnie aresztować. Tłum szaleje. Nirwana. Ktoś szlocha... ja.

Maść zapanowała nie tylko nad moimi oczami ale i górną częścią dróg oddechowych. Strażnik wyprowadza mnie w ostatnim momencie. "Czy ktoś mógłby mnie poczęstować chusteczką?"

Resztę nagrania ślędzę przez szparę pomiędzy dzwiami i futryną, patrząc to na plecy strażnika, to w obraz na wyświetlaczu kamery operatora stojącego tuż obok.

Brawa publiczności. Rozbrojenie mikroportu. Bus. Dom.

The End.

14.11.2006

Dzień z życia oficera

...czyli jak odbyłem przeszkolenie wojskowe w stopniu młodszego chorążego w warszawskiej Cytadeli.

Post Mortem czyli dobrego marznięcia pod okiem Andrzeja Wajdy początki.



Pobudka: 4:45
...a mialo być jak w piosence... godzina piąta, minut trzydzieści, kiedy...
w kolejce czekałem, aby swój mundur pierwszy odebrać, ale ostatni dostałem.

Przydział: Piechota
Oj, piechota - cały dzień w oficerkach za dużych o trzy numery i przyciasnej rogatywce.

Uzbrojenie: Brak
W końcu to niewola. NKWD za to dumna ze swoich karabinów z bagnetami, jak na potańcówce piorunochroniarzy.

Przyjemności: doskonały humor współtowarzyszy niewoli, paczka papierosów w kieszeni i ciepłe skarpety... dziękuję malutka ;-)

Nowe doświadczenia: salutowanie generałowi, dublowanie aktorów aby im tyłki nie zmarzły w chwilach ustawiania światła i kamer na planie... ehh... a kto ci powiedział, Wiśnios że mięso statysty różni się od mięsa armatniego?

Chwila nie-poezji: Zimno, zimno, zimno, sztuczny, sztuczny śnieg. Na śniadanie dwie drożdżówki a na do widzenia talerzyk grochówki.

6.11.2006

Czym jest Linux...

Czarnym ekranem z zielonymi literkami, który kasuje rzeczy starsze niż dwa dni.

Nusia, Złote myśli

1.11.2006

Święto zmarłych świętych

Uda rozgrzane... od laptopa ;-)
Efekt pracy - zmiany na stronie Koncentratu, w tym nowa galeria - Powiedz mi, że wyglądam bosko. Jest na co popatrzeć, więc zapraszam.

Poza tym, w skrzynce pocztowej czeka na mnie scenariusz do wydrukowania ;-)
Przeznaczenie ściga, oj ściga. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, już wkrótce zagoszczę w waszych odbiornikach telewizyjnych. Miejcie się na baczności! Nie będę grzeczny ;-)
Aby nie zapeszać chwilowo więcej nie zdradze. W poniedziałek próba. Czeka mnie weekend uczenia się roli. A później... kwiaty, wywiady - wątpie ;-) Z pewnością jednak nowe doświadczenie, i to nie ofiary gwałtu hihihi...

Jedno jest pewne - gospodynie domowe mnie nie polubią :D