Tchnąłem ducha przez opuszki palców. Powstał, rozejrzał się i splunął. Zrzucił strzępki kodu z ramienia. Stoi. Taki mały Typer Shark ;-) Jak go wykorzystam - nie wiem. Już go jednak pulubiłem.
12.12.2012
9.08.2012
Konik
Tu konik, tam konik. Kolekcja się rozrasta to gładyszem Przewalskiego to Rainbow Dash'em, tudzież inną Rarity.
Odwiedziłem dziś Wiatrak. Kupno, sprzedaż, spekulacja.
Przepłaciłem. Misję wszelako wykonałem.
Wracając do wehikułu, uwagę moją przykuło niewielkie stado.
Stado małych koników.
Stadem opiekowało się dwóch pasterzy.
Pasterz Jan Mocny Chrzciciel wraz z pasterzem Bolesławem Krzywym Sinoustym
doglądali trzódki, wystawionej na betonowym deptaku wraz z przyrdzewiałą pasyjką.
Odwróciłem głowę. Stadko wzbudziło jednak na tyle silny niepokój, że postanowiłem
dać mu dodatkową szansę. Zawróciłem. Nazad.
Oj, w stadninie tej niedobrze się działo. Słomy nikt nie wymieniał. Zgrzebełkiem nie czesał.
Wybrałem najczerniejszego, wysokiego w kłębie, Bucefała o mocnych pęcinach.
Po ile te koniki?
Zapraszam, same zdrowe Araby. Ten tu za trzy złote.
Trzy zeta?
Tak, trzy zeta, ale jeśli Pan wszystkie koniki weźmie, to za dziesięć oddam.
Patrzę ci ja na ten lakier sierści rumaków wytarty, na te kopytka betonem ranione.
Nie, ten jeden wystarczy. Mam ja tu trzy złote monety akurat.
Kupiłem, bułanka Mrokiem w myślach nazywając.
I jakaś taka radość mnie przejęła.
Nawet nie to, że trzy miast trzydziestu na zabawkę wydałem, ale że historię za darmo dostałem.
8.08.2012
Stereotyp
Niemiec. Polak. Niemcy. Polska.
Zaplanowaliśmy urlop w Niemczech; u siostry Polki, u szwagra Niemca.
Córa im bliżej planowanego dnia wyjazdu, tym gorzej znosi dni, pozostałe do opuszczenia kraju przodków naszych.
Nie może doczekać się, a jednak.
Tu czas na dysgresję.
Nastolatką będąc siostra moja, Magda, wzięła udział w wymianie międzyszkolnej, polsko-niemieckiej.
Sprowadziła do domu naszego, rodzinnnego, Niemca Iana.
Ian duży był. Ian nastolatkiem był. Ian jeść powinien.
Mimo starań matuli naszej, Elżbiety, podsuwającej co smaczniejsze kąski, Ian nie jadł.
Rzecz działa się dzień, drugi. Śniadania, obiady, kolacje. Rybki, grzybki, ananasy i frykasy.
Nic. Nicht. Jeść nie będzie.
Czy to niedomknięte drzwi. Czy to nazbyt gwałtowne wtargnięcie do pokoju Iana.
Czy to kto pamięta. Poliszynel poznał tajemnicę.
Ian przytargał z Niemiec walizkę. Niemiecką. Solidną. Solidnie wypchaną.
Aby tu dźwignią handlu nie machać, ograniczę się do stwierdzenia - batony.
Batony wszelakie - z czekoladą, orzechami, ciągutki, chrupiące, małe, duże, pojedyncze i podwójne.
Ian otrzymał w "darze" wychowania obraz. Obraz Polaka. Obraz Polski właśnie.
Bieda z nędzą. Puste półki. Kraj wojną rozbity.
Nie ma jedzenia. Jedziesz na własną odpowiedzialność.
Chcesz wrócić, chcesz przeżyć - zrób zapasy - kup batony.
Dość o Ianie.
Stereotyp wysysa się najwidoczniej z pramlekiem babek naszych.
Mia odmówiła w trakcię kąpieli wyjazdu.
Tato, tato, tato...
Niemcy mają małe wanny. Wanny małe, dziecięce. Ja nie chcę, ja nie chcę.
Wyjaśniłem, że dzieci, a i owszem w małych wannach siedzą, a dorośli, dorośli mają swoje - wielkością odpowiednie.
Ale, tato, w Niemczech łóżek nie mają.
Mają, córuś, mają. Miękkie i wygodne.
Trudno stereotyp ugłaskać, gdy raz zburzony spokój nękają kolejne wewnętrzne demony.
Płacz.
Co ci, Mia, co ci?
Tato, tato... w Niemczech parków nie mają, a ja chcę do parku!!
Mia, proszę...
Nie chcę jechać, nie chcę. Ja chcę na plac zabaw.
Córeczko, mają place, mają duże, często nawet większe niż te polskie nasze.
[...]
Tu muszę skończyć. Puenty nie będzie.
Muszę do Biedronki. Muszę po batony.
28.07.2012
Masochista esteta
Nie lubię chodzić do kina. Popcorn. Komórki. Rozmowy. Kopanie w plecy (fotela). Szeleszczące torebki. Wybuchy śmiechu, kiedy do oczu cisną się łzy.
W ciągu tygodnia zaliczyłem dwa premierowe seanse. Bez tytułów, aby nie przyciągać tych, którzy szukają roznosiciela boskiego ognia, oraz latającej w ciemności myszy.
Doznania zostaną wymieszane - sam seans nie określał żadnego z nich bezpośrednio.
Nie zawiodłem się.
Mimo późnopolicyjnej godziny duchów, nastolatki nie chcą kołysać hormonów do snu. Nastolatki wolą walczyć o dominację w pussystadzie. Spazmy radości na widok słynnego aktora. Leoś, Leoś!
Głośniej. Mocniej. Kogo usłyszą tłumy. Na czyj taniec popatrzą. Dlaczego za cenę biletu zawsze dostaję w promocyjnym zestawie tę rewię dojrzewających ciał.
Modlę się cichutko - Nietoperzu, rycerzyku, zainteresuj te dzierlatki. Może wilgotne podniecenie na widok przewiewnej peleryny i twardych uszek zmiękczą ich kręgosłupy niemoralne.
Posłuchał. Pomogło. Zrobiło się cicho. Cicho jak skrzypem zasiał.
Skrzyp, skrzyp. Tuż obok. Po drugiej stronie wąskiego przejścia.
Zabrał je. Zabrał je w skórzaną skórkę obite. Dopasowuje. Patrzy jak leżą.
Zsuwa. Nakłada. Skrzypi. Uwierają. Wyjdzie do toalety. Wróci. Zaskrzypi. Widocznie zalanie moczem nie pomogło. I będzie tak skrzypiał do końca. Ciszej w chwilach napięcia. Głośniej w trakcie intymnej ciszy dialogów.
Zapłaciłem. Na własne życzenie poszedłem. Widocznie lubię to.
12.11.2011
19.09.2011
9.08.2011
Ćma opiekunka
Brązowa. Spokojna.
Zaspane oczy nie rozpoznały konkretnego gatunku.
Spojrzałem na nią raz jeszcze wychodząc do kuchni po kompot.
Zniknęła. Tak samo niezauważalnie jak się pojawiła. Może nawet nie bezgłośnie.
Wykorzystała nasze przesunięcie skupienia.
Kiedy A. wyszła polować na ciasto filo i chałwę, zaprosiłem córkę do poszukiwań.
"Może jest za szafą". "Może schowała się w łazience".
Po chwili wszystkie otwarte przestrzenie odkryły swoją bezćmowość.
"Może cię podsadzę" - zaproponowałem małej. "Gotowa?" - "Gotowa".
Sprawdziliśmy wszystkie szafki - kuchenne, łazienkowe.
Poddaliśmy badaniu nawet tablicę bezpieczników.
Wszędzie to samo. "Jest tam ćma?" - "Nie ma".
"A co jest?" - "Brudno".
Tak wymyśliłem Opiekunkę.
Myślę, że pojawia się kiedy zamykasz oczy. Siada na ścianie.
Pilnuje spokoju. Uspokaja krzyki. Tłumi stukania.
Nie pozwala złym bohaterom bajek przekraczać progu twojego pokoju.
Znika wraz z pierwszymi promieniami słońca, kiedy przecierając oczy wołasz - "Kompon".
Teraz co kilka minut krzyczysz - "Ćma. Tato, leci ćma. Zobacz jaka wielka ćma tu usiadła".
I nie pozwalasz mi skończyć pisać - "Szukamy teraz na stole. Szukamy na komputerze``cghccghgh uccucugh gc gcgccyg gc ygcgcyucgyucygucgyugyccgycgycgycgycgyc gyc ygc yc g yc gy".
2.04.2011
8.03.2011
Kim jesteś
"A mama? Kim jest?" Mama jest choreografem. "A Mia?"
Mia będzie kim tylko zechce. A kim chciałabyś być?
"Wężem."
26.02.2011
The first years of piracy

_MG_8070
Originally uploaded by marcin.wisnios
Bo trzeba dać dziecku dobre wzorce ;-)
Łódka została wyrzeźbiona już w sierpniu 2010, podczas pobytu nad morzem. Na takielunek przyszło jej zaczekać pół roku. Pół roku burzliwych kąpieli, gdzie gromowładna córa zarzucała ojcu brak obiecanego masztu.
Dzisiejszy poranek spędziłem w kuchennej stoczni.
Bilans - palec przekłuty drutem z trójzębu Trytona, pierwszy żagiel stopiony w płomieniach świecy Posejdona, a Mia... bardziej zainteresowana galerią trupich czach i uśmiechniętych Rogerów na laptopie taty, niż paradoksem czarnej bandery i słonecznego żagla.
Składniki:
- 1 reklamówka typu SkoczPoChleb
- 4 zszywki zszywane "ręcznie" śrubokrętem
- 4 żyłki kabla energetycznie wielożyłowego
- Trupioczarny marker
- Piracka taśma izolacyjna
- 1 zszywka "blokująca"
Receptura: Dwie porcje urwy pospolitej wymieszać dokładnie z jedną częścią bólu, dokładnie roztartego w dłoniach.
Efekt - po pierwszym wodowaniu jednostki w pełnej gali, córka chce "pilnie" opuścić wannę.
Chyba więc wyszło dobrze.
Somalio, konkurencja znad Wisły (no i oczywiście Kamiennej) jest gotowa do abordażu!
5.01.2011
Doll dildo

OK, zasugerowałem Was tytułem. Zamknijcie więc oczy. Nabierzcie w płuca powietrza, a wydychając je cicho westchnijcie.
Nie, nie "jęknijcie", bo znów zmanierujecie spojrzenie.
Wdech, wydech, spojrzenie. U mnie wciąż to samo - ta grecka rzeźba główki...
Eh, czas rozpocząc intensywną terapię.
Przyjacielu, pomóż :)
4.01.2011
Kanonierka utracona
Mia: To będzie moje.
Tata: Co będzie twoje?
Mia: Kanonielka.
Tata: Kanonierka? A tak! Tata obiecał, że ją dostaniesz. Lalka będzie mogła nią latać...
Mia: Za mała...
Tata: Lalka za mała?
Mia: Kanonielka za mała. Zwierzęta będę wozić.
Tata: Rzeczywiście, Jeleń i Bambi mogą nią latać.
Mia: Tata też dostanie kanonielke?
Tata: Jak będzie grzeczny...
13.11.2010
Polonistka
O ile zamiłowanie do psiego bohatera, przekute na zmianę tekstu, jest więcej niż tolerowane:
Już miesiąc zaszedł, psy się uśpiły
I coś tam skamle pod borem
Pewnie mnie czeka jakiś psiak miły
Z powykręcanym ogonem
o tyle kara za nieznajomość tekstu karana jest surową krytyką stylistycznej formy:
A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą się...
Mia: siebie, siebie!
Wszelkie nieudolne próby improwizacji nie pozostają również bez echa.
Kosi, kosi łapci, pojedziem do babci
A od babci do dziadka gdzie łasica furiatka
Kosi, kosi łapci, pojedziem do babci
A od babci do cioci gdzie dżdżownica co psoci
Kosi, kosi łapci, pojedziem do babci
A od babci do taty gdzie jest chomik pyzaty
Kosi, kosi łapci, pojedziem do babci
A od babci do wujka gdzie jest dzik.....yyy...
Mia: Nie ma rymu!
26.10.2010
Adnotacja
I znów sugestie autorskich zmian w "kołysankach".
Najpierw jednak przywołanie do porządku ojca, aby zbyt nie odbiegał w improwizacji interpretacyjnej od oryginału.
Tata: Soniu Miu, Soniu Miu, pora spać, pora spać, wszystkie dzwony biją...
Mia: Panie Janie, Panie Janie...
Po chwili jednak przewidywalność zaczyna nużyć.
Tata: Stary niedźwiedź mocno śpi, stary...
Mia: Tata, stary tata...
Tata: Stary tata mocno śpi...
Zaakceptowanie manipulacji może jednak prowadzić do poważnych reperkusji moralnych.
Tata: [...] Stary tata mocno śpi. My się go boimy, cichutko chodzimy, jak się zbudzi to nas... lalala...
19.10.2010
Autorytet upada po raz pierwszy
Sto pięćdziesiąt mililitrominut wiary w to, że zaśnie.
Mia: Tato, tato tato, tulituli. Tato, tato, duży tato...
(Czas ponosić. Pośpiewać.)
Tata: Co dziś pośpiewamy?
Mia: Aaa
Tata: Aaa, aaa, były sobie kotki dwa... Aaa, aaa, szaro-bure, szaro-bure obydwa.
Mia: Janie, Janie.
Tata: (wersja autorska) Panie Janie, Panie Janie, pora spać, pora spać...
Mia: Soniu Miu!
Tata: Soniu Miu, Soniu Miu, pora spać, pora spać. Wszystkie dzwony biją, wszystkie dzwony biją. Bim, bam, bom. Bim, bam, bom.
Mia: Aaa.
Tata: Aaa, Aaa. Były sobie kotki dwa. [...] Ach śpij kochanie, jeśli gwiazdkę z nieba chcesz - dostaniesz. Czego pragniesz daj mi znać...
Mia: Daj Miu, daj Miu.
Tata: Czego pragniesz daj Miu znać, ja Ci wszystko...
Mia: Janie, Janie!
Tata: Panie Janie, Panie...
Mia: Mała Miu, mała Miu...
Tata: Mała Miu, mała Miu, pora spać...
Mia: Aaa!
Tata: Aaa... Aaa...
Mia: Daj Miu!
Tata: Czego pragniesz daj mi znać...
Mia: Daj Miu!!
Tata: Czego pragniesz daj Miu znać, ja Ci...
Mia: Psie kupy.
Tata: ...
Mia: Psie kupy, psie kupy.
Tata: :)
Mia: Psie kupy, psie kupy. Siku, psie kupy.
Tata: :D
Mia: Psie kupy, psie kupy, psie kupy...
Tata: Mia, gdzie te psie kupy?
Mia: Tu. Tu psie kupy. Tam psie kupy.
Tata: LOL
Bum! Upada po raz pierwszy...
6.10.2010
Muminków historie nieznane
Tańczy... "jak Mia!". Śpiewa... "jak Mia". Upadł... "jak Mia".
Często jednak zauważa zgodność z inną, niż własna, tożsamością.
Kąpiel. Mia łowi rozmoczone meduzy wacików kosmetycznych.
Tata: Ale je gonisz...
Mia: Jak Łyjek!
Tata: Jak Ryjek?
Mia: Tak.
Tata: A kogo tak gonił Ryjek?
Mia: Babe.
No questions.
23.09.2010
I love mother
Owszem, mógłbym konkurencyjnie. Ta sama histora tylko ryby dwa razy większe.
Jakoś tak tylko śmiałości brak. O sobie pisać łatwiej.
Więc i dziś (jeszcze) nie będzie bezpośrednio o małej. Pośrednio. O innych "małych".
Nasza córa uczęszcza na zajęcia klubowe. Bez cygar i koniaku. Za to z pełnym koszem chrupków i pomysłów na dobrą zabawe.
Ojcowie w klubie bywają rzadko. Una sztuka na tabula raza testosterone.
Dzisiaj dzięki dogodnej godzinie zajęć udało mi się partycypować.
Nie o zajęciach ja tu wszakże.
Po zajęciach dzieci udają się do podpiwniczenia, bogato inkrustowanej szmacianymi zwierzętami pieczary,
przesyconej zapachem skrobi kukurydzianej, gorącej herbaty i pełnych pieluszek.
Ot, chillout po godzinie zajęć.
Kolejne tandemy matek-córek i matek-synów, względnie niań-wychowanek i niań-wychowanków
przybijają do tej przystani. Uczestniczą w gwarze ploteczek. Wemieniają ohy i ahy. Snobują.
Henio od urodzenia mówił "Chce szynke". Renatka już w chwili odejścia wód płodowych wiedziała, że siusiu to tylko do nocnika.
Zbyszka zapisano na zajęcia z suahilli, kiedy tylko okazało się, że hiszpański, niemiecki, angielski i rosyjski nie kolidują.
A Gienia to ostatnio nawet jeża zjadła. Nawet kopytek nie wypluła.
Tu pojawiła się dziś ona.
Mała. Roześmiana. Blond-kręcona. Z wielkimi oczami.
I nic więcej nie trzebaby dodać bo to urokliwe takie.
Matka jednak dodała.
Półtora roczna dziewczynka oślepiła mnie krystalicznie załamanym światłem kolczyków.
Nie będę moralizował. No może troszeczke.
Nie narzuciłem dziecku wiary. Nie mam również zamiaru ingerować w jego ciało bez jego zgody.
Wiem, że to dziewczynka. Znam jednak wiele takich, których uroda nie potrzebuje akcentu metalowych sztyftów i kółek.
Skoro jednak, droga matko, zaczęłaś już - miej odwage i fantazje posunąć się dalej.
Na drugie urodziny - przekłute sutki. Na trzecie - łechtaczka.
A z okazji ukończenia żłobka - tatuaż - od pośladków po nasadę czaszki - "Kocham matkę".
A echo odpowiedziało z przyzwyczajenia - mać, mać, mać.
22.09.2010
trep-a-nacja
Pani kadrowa Krysia (imiona i funkcje zostały zmienione, prawdziwe dane nie są znane nawet redkacji), podgrzewając farelką żyletkową przyniesiony z domu kompot, zapruszyła ogień. Powodując, najprawdopodobniej, zniszczenie wszelkich możliwych informacji o swoim pracowniku - Marcinie. W wyniku tego, jakże niefortunnego zdażenia wysyłam nieustannie kolejne papiurki - świadectwa mojej historii wojenno-naukowo-robotniczej.
Kolejny etap - wojna. A raczej jej niebyt. A dokładniej moja (nie)mobilizacja na jej wypadek.
Spojrzałem w książeczke. Wojskową. Wojenną swoją historię.
Szeregowy. Znaczy się inteligent. Pierwszorzędowomięsna zapora przed ostrzałem wroga. Ochronka dla wysokich rangą cwaniaczków, co to do szkoły wiecznie mieli nie po drodze.
Odroczony nauką. Znaczy się chory jakiś. Na pewno nie zdrowy.
A zarazem rzepa kategoryczna, w kategorii pierwszej - A.
Nie przyjęty na ewidencję. Nie skreślony.
Trep, który nie istniał - chciałoby się powiedzieć śladem Jeana Van Hamme'a.
Rozkazem przeniesiony do rezerwy.
Widocznie dobrowolnie nie chciał.
16.08.2010
Burzy synu

_MG_4801
Originally uploaded by marcin.wisnios
Na pamiątkę dnia z temperaturą 33C, kiedy to jedna z nielicznych, tegorocznych burz raczyła przejść przed obiektywem.
Zdjęcie, jak zwykle, wykonane z "perspektywy kuchareczki". Może uda się nawet wprowadzić ten termin do kanonu (a nawet canonu) światowej fotografii - zaraz za "perspektywą żaby", tuż przed perspektywą "lotu żaby".
8.08.2010
13.06.2010
Kontynent z tatuażem
Rengloda staje się renklodą. Winogron winogronami. Ostatnie bastiony Podgłaszania chwieją się w posadach.
Ale, że nie można już ufać nawet pamięci literackiej.
Jak możesz zabierać mi, żono, wspomnienia tym jednym zdaniem:
"Ryby siną barwą kłute".
Całe życie, całe moje życie pamiętałem Azję.
Że pal, że dziewka, że "dwie ryby na piersiach ma prute".
6.06.2010
Otwarcie sezonu

_MG_1301
Originally uploaded by marcin.wisnios
Po dwóch latach polowania w końcu zadowolenie z dziennego zdjęcia burzy. Naświetlanie jednosekundowe. Niestety - widok przez szybę.
Czyste lenistwo powstrzymało mnie również przed czyszczeniem szmero-smechów spowodowanych zanieczyszczeniami matrycy... może właśnie z powodu braku pełnej ostrości spojrzenia.
30.04.2010
Konwalii na bukiety
Wracając do domu trzymałem je przy piersi. Poły gestapowskiego płaszcza próbowały je wciąż potargać.
Na chodniku nieopodal sklepu-źródła dysput prowadziła Chwiejna Czwórka.
Zamilki widząc, że będę wyprzedzał. Pierwszy głos odezwał się za moimi plecami, doganiając mnie z odległości zaledwie metra.
Głos z metra: "Czyje dziś imieniny?"
Odpowiedź ugodziła mnie między łopatkami z odległości metrów dwóch.
Głos z dwóch: "Romualda".
Mniejsza o poprawność wieszczenia imienin.
Czy ja naprawdę wyglądam jakbym z konwalii bukietem do Romualda chadzał?
28.04.2010
31.03.2010
Ballada'na
Tak, wiem, drogi przyjacielu - nigdy ich zbyt wielu nie pamiętałem (tekstów, nie kołysanek). Mam jednak kilka platynowych utworów o tematyce nasennej.
Są wśród nich "Ballada o dwóch siostrach", "Komu dzwonią", "Stary niedźwiedź mocno śpi" aka "Miałeś chamie złoty róg", "Tomorrow belongs to me" oraz od niedawna "Phantom of the Opera".
Upiór myli się notorycznie. Nowy w końcu. Przestawia zwrotki, a czasem nawet i linijki miesza.
"Ballada..." jest jednak pewnikiem. Wykonywana od ponad roku. Codziennie. Kilkanaście tonacji. Setki wariacji. Nienaganna znajomość tekstu.
Zaczęło się wczoraj...
"Usługiwały siostry dwie w gospodzie koło rzeczki, przyszedł podróżny i woła... hej.. usłużcie mi kelnereczki (??)"
Zirytowany po ukołysaniu małej pożaliłem się żonie. Zrozumiała. Od piętnastu miesięcy rozumie doskonale. Zmęczenie.
Dziś umysł wrzucił wsteczną "dwójkę".
"[...] obsłużcie mnie kelnereczki" rozpoczęło. Na drugi ogień poszedł podróżny, co to spełnił kielich do dna i już nie mówił z nikim, widząc, że druga siostra ma dużo piękniejsze... guziki. Obrazu nędzy i rozpaczy moich połączeń neuronowych dopełniła pamięć geograficzna, stricte miejska. Podpowiedziała, a jakże, że "taką balladę w słotny czas w oberży 'trzy korony' śpiewał mi hej... w Berlinie raz... John Burton, John nad Johny".
Eh.
28.03.2010
10.03.2010
Ru-Ra
Genezę poznania zwykle łatwo nakreślić; "rura" - nauczył tata, "jeden" - nauczyła mama, "łał" - nauczyła ciocia, "baba" (babcia, przyp. tłum.) - nauczyła babcia. Skąd jednak w małej głowie świadomość każdego z poznanych bytów, często pozostaje zagadką.
W ramach podróży po pokoju, na rękach przyp-tłuma, Sonia zbliżyła się do rury. (Zwykle pozostającej wyciszoną. Może z wyjątkiem piątkowego wieczoru, kiedy to w ramach międzypiętrowej wymiany zdań wędrują po niej wibracje "urwa... rwa... wa...").
Rura zaszemrała. Metalicznie skrzypnęła przesuwanym wewnątrz ciałem obcym. Spojrzenia przyp-tłuma i Soni spotkały się.
Przyp-tłum: Słyszysz Sonia? Coś idzie w rurze...
Sonia: Baba.
Coś jednak musiało ją zdradzić. Może fakt, że nadeszła rurą z ciepłą wodą?
9.03.2010
7.02.2010
24.01.2010
Nowa skala
Dziś publikuję. Mieszanka fizyki, fantastyki i fantazji. Czyli jak z wykorzystaniem cytryny, dzbanka z wodą, wyrzuconego cdromu, buteleczki soku jabłkowo-malinowego wykreować obraz. Kolizję cywilizacji. Kreację wszechrzeczy. Kamasutrę wyobraźni.
Macro - Enjoy.
23.01.2010
sie kompe, sie pisze
Oglądalność oscyluje w przedziale 50-100 mimo iż twierdzą, że "nikt nie zagląda"... a ja... Zdanie sformułuję. Zdjęcie wkleję. Zrobie notatkę z rozmowy. Ma sie ten polot - nielota.
17.01.2010
12.01.2010
2.01.2010
1.01.2010
31.12.2009
Odhaczanie
Indiana Jones i Świątynia Zagłady - obejrzane.
Kalendarz w toalecie - zmieniony, na ten AD 2010.
Czuwanie - włączone.
Czy za pięćdziesiąt minut huk wystrzałów tych-co-to-w-dupę-sobie-strzel i tych-co-to-w-głowę-sobie-wypal oraz tych-co-to-do-dziesięciu-już-nigdy-na-palcach-nie-policzą obudzi małą i w jej łzach pozwoli mi rozpocząć pierwszą godzinę nowego roku?
Zobaczymy.
A Wam, Czytelnicy - najlepszego życzę!
25.12.2009
Tata akbar
Niech będą dzięki Allahowi, że piękny stworzył świat
Ja właśnie jestem ten ubogi, lecz uśmiechnięty brat
Allahu, dzieło swoje zobacz, czyś aby z niego rad
Ja właśnie jestem ten brat bogacz, skrzywiony wiecznie brat
Ali baba - tak mnie zwą
Kasim - wszyscy znają mnie
Pracę mam i kocham ją
Wypoczywam całe dnie
Mam muskuły niby stal
Ja mam za to wielki brzuch
Jestem sobie biedny drwal
Ja zaś bogactw mam za dwóch
Po godzinie utwór począł ewaluować...
Wielki Admin - tak mnie zwą
W Sieci wszyscy znają mnie
Córkę mam i kocham ją
Noszę ją przez całe dnie
Mam muskuły niby stal
I lekko okrągły brzuch
Wezmę Sonię dziś na bal
Ale najpierw zjem za dwóch
[...]
Następnie, zgodnie z tradycją, poszedłem wymienić przebitą wczoraj oponę.
17.12.2009
Idą święta
A może by tak.... eee... niebieski słabo się komponuje z karpiem.
11.12.2009
Żona pyta męża
M: ...yyy...coś gdzie się strzelają,... gdzie jest coś o komputerach, gdzie jest jakiś romans, i wartka akcja...
Ż: No to co konkretnie?
M: "Pasja"?
Ż: No chyba tylko o komputerach tam nic nie znajdziesz...
M: Fakt, bo strzelać strzelają - z bata.
2.12.2009
Wiśnio-śliwka
Dziś nagroda nie za treśc, ale za nadawcę - wisnio.sliwka@gmail.com
Choć treść nie mniej owocowa:
Show her how deep you can go tonight. Best for midnight unrest!
27.11.2009
Na linii 26
Drrr...Drrr...Drrr...Drrr...
Kobieta Spodramienna: Hej. Tak, już wracam do domu.
KS: Co byś zjadła?
KS: Dobrze, kupię ci rogala z czekoladą.
KS: Co?
KS: Tak, dwa kupię.
KS: No i po co do niej idziesz?
KS: No i co z tego, że ma dwadzieścia lat, jak robi takie błędy ortograficzne.
KS: Jak się ma dwadzieścia lat to się już nie ma dysleksji...
Zza pleców
Panicz Zapleczasty: No... no... no trzeba coś kupić.
PZ: Są takie zestawy Niwea.
PZ: Nie, to są podróbki, pisze nawet MADE IN Sochaczew.
PZ: No tańsze, normalnie to dwadzieścia trzy złote. Te po piętnaście...
13.11.2009
Vader has left the building
W końcu mogę sobie ustawić jakiś ludzki status na google talku.
Koniec odliczania.
Freeeeeedom!!
Bohaterskie Hufce Pracy
a) wiedzę
b) senność
c) przekąski
d) melanż w/w
Ja skupiłem się na mieszaninie osobistych uwag trenera, tudzież jego swobodnej interpretacji przepisów BHP.
Pozwoliłem sobie jedynie wprowadzić pewną systematykę.
Bez okrasy moich własnych komentarzy, suche fakty prezentują się następująco.
Zaskakujące
- Stosunek o pracę wygasa z dniem śmierci pracownika
- Wyróżniamy wieszaki typu kołkowego
- Mężczyźni się mniej brudzą, więc potrzebują mniej umywalek
- Już nikt nie myje nóg, i nie pije z bidetu
Specjalne
- Pracodawca może powołać odpowiednią grupę w celu komisyjnego zniszczenia okularów pracownika (korekcyjnych)
Zawoal(k)owane
- Prowadzący leżał w gabinecie lekarskim "z przyrządami dla pań", mimo iż miał wszystko "z tymi sprawami" OK
- W celu zaznaczenia swojej obecności w toalecie mężczyzna wieszał swój pas na drzwiach; bywały chwile kiedy wisiały dwa
- Jednym z zagrożeń na stanowisku (żonatego) inspektora BHP bywa testowanie miejsca leżącego dla kobiet w ciąży, w towarzystwie "wartej grzechu" przełożonej
10.11.2009
6.11.2009
1410 - Pamiętamy
I tak jak w przypadku (przy)ciętej riposty bywa atutem, tak w przypadku werbalizacji skrótów myślowych - nie zawsze.
Kolejny twór zaatakował wraz z załamaniem pogody. A dokładniej w chwili podjęcia zdrowotnych działań prewencyjnych. Wraz z pierwszą kapsułką tranu. Z rekina... grunwaldzkiego.
24.10.2009
Morska bez kości
PŚM - Poprzednia klientka.
M - as myself
S1 - Sprzedawczyni za krajalnicą
S2 - Sprzedawczyni przy kasie
W mięsnym sklepie, w dzien handlowy, takie słyszy się rozmowy.
M: Poproszę 20 dkg szynki z nogi.
PŚM: Jaka piękna szynka - jak nasze mamy robiły.
S1: (Zzz.. Zzz... - pracuje krajalnica) Może być 30 dkg?
M: Może
PŚM: Pieczona noga... Brokuł... Kalafior...
S2: ...
PŚM: A ja ostatnio zjadłam świnkę morską.
S2: (Blednie) ???
M: (Uśmiech)
PŚM: Bardzo smaczna.
S2: (Bleednie)
M: (Uśmieech)
PŚM: Jak cielęcina w smaku.
S2: (Bleeednie)
M: (Uśmieeech)
S2: Miałam kiedyś dwie świnki morskie, ale nie do jedzenia...
PŚM: Ja mam dziesięc. Taka świnka (odmierza na blacie dłońmi 20 centymetrów) po upieczeniu zmniejsza się.
M: (Uśmieeeech)
S2: (Bleeeednie)
S1: Coś jeszcze?
M: (Przerzucając wzrok z Pożeraczki Świnek Morskich na bladą jak płótno sprzedawczynię) Dziesięć parówek cielęcych, proszę.
5.10.2009
Przekleństwo Rosemary
Wizyta podobna innym. Z tą małą różnicą, że Pani wyjątkowo miła, uśmiechnięta; a przychylność Sonii zaskarbiła świecącą na czerwono plastikową krową z różowymi piórkami. Nie pytajcie gdzie można dostać takie gadżety. Wtedy jednak powinna zapalić się w mojej głowie pierwsza, żółta lampka. Nawet nie zamrugała.
Jako pierwsza zapaliła się jednak pomarańczowa... Proszę zadzwonić: 666...
Chce dobrze. Wszystko wyjaśnia ze stoickim spokojem. Każdy lęk uspokaja lekkim uśmiechem i uniesionym wskazującym palcem. Jest pomocna. Zdobyła nasze zaufanie w ciągu kilku minut. Dwoje neurotyków poskromionych spokojem.
Czy mam jednak wykupić miksturę z recepty, na której widnieje jej podpis - równo odcięta ostrą kreską podpisu połówka pentagramu?
2.10.2009
Moon Walker
Opakowanie stylizowanie na angielska budkę telefoniczną. W środku butelka, z ładnym... pokrowcem na korek.
Zamiast korka - nakrętka. Wyborowa łyski. Również po zapachu.
Nie zrażeni, zasiedliśmy z żoną do konsumpcji. Nie, nie tej szeroko zakrojonej, libacyjnej. Zwykłej, rodzicielskiej. Jedna kolejka by umrzeć snem spokojnym.
Zalaliśmy tę łyski duuużą ilością CC (oryginal, na bazie orzeszków coli) (na "codzień" spożywamy wyłącznie sote, więc profanacja sięgnęła brzegu szklanki). Nie pomogło.
Pijemy. Sączymy. I jakoś trudno wyzbyć się wrażenia taniej prywatki "u zbója".
11.09.2009
Prowokuję
T: Używa Pan Dreamera?
Ja: A co to jest?
T: Dreamer, perfumy Versace.
Ja: Nie, używam [...] [tu autor przytacza ulubioną markę i produkt]. Podobnie pachną?
T: Jeżeli lubi Pan słodki zapach z delikatną nutą piżma...
I zaczęła się rozmowa.
Chyba założę klaser: trudne dzieciństwo, hazard, szowinizm, polityka, cycki, [...] a teraz do kolekcji - zapaszysta... czy (jak) tam.
6.09.2009
Klimatyzacja

2009-09-06 10.25.49
Originally uploaded by marcin.wisnios
Nigdy nie wiesz kiedy sprytne czerwone nitki zechcą opuścić jej gniazdo.
Z drugiej strony - schemat przedstawia brak wpływu otwartych drzwi na cyrkulację powietrza (schematycznie oznaczoną na rycinie jako czerwona pętla).
Z trzeciej strony... na rycinie po prawej brak lizakoludka, więc może to oznaczać tylko jedno - czerwona nitka, po otworzeniu drzwi, wyrzuciła go za nie, albo sam się wyrzucił, z taką siłą, że aż nitka się wzburzyła...
Jedna tabliczka i tyle niewiadomych.
Jedno jest pewne - dobrze, że niedziela i drzwi zamknięte.
24.08.2009
Czysta asertywność
Odprowadzają mnie we dwie, z córką, do metra. Mała zaczyna płakać. Ewidentnie chce usiąść.
Podczas gdy Anka podtrzymuje ją za rączki ja stawiam do pionu oparcie wózka. Moment ten wykorzystuje starsza kobieta.
Kobieta: Pani da pieniążka, jestem taka chora, mam niską emeryturę...
Żona: Już, tylko nie jęcz. Dobrze ?
Kobieta: Dobrze.
Czysta myśl, czysty przekaz.
Po czym schodzę uśmiechnięty po schodkach do metra. Wchodzę do podziemnego kiosku.
Ja: Poproszę cztery bilety dwuminutowe.
Sprzedawczyni, mimo wczesnej godziny - wyjątkowo zmęczona życiem, o dziwo, uśmiechając się odpowiada: Chyba dwudziestominutowe?
Ja: Chyba tak.
23.08.2009
Nieśmiertelność Drosophila
Mija krótka chwila. Muszka jest znów przy głowie małej. Uderzenie żony; ostentacyjne wytarcie zakrwawionej dłoni o połę koszuli. Chwila. Owad zlokalizowany w okolicy talerzyka. Atak miażdży ciało o blat. Sekundy. Melanogaster znów przy łyżeczce.
Żona: Czy mógłbyś ją w końcu zabić?
Mąż: Nie chcę straszyć małej.
Żona sprawnym uchwytem zamyka życie muchówki w swojej małej, stalowej pięści. Syk ulatującej duszy. Cyknięcie zegara. Owocówka przelatuje nad główką dziecka.
Żona: ...
Mąż: Ona jest nieśmiertelna, aby ją zabić musisz oderwać jej głowę... tak przynajmniej twierdzili w filmie z Lambertem.
16.08.2009
27.07.2009
Gehthuda

Gehthuda
Originally uploaded by marcin.wisnios
Od dziś mieszka z nami Gehthuda z Helu. Jest ciągle na lekkim gazie, ale nikt jej nie ma tego za złe.
24.07.2009
Efekty ostatniego polowania

IMG_2744
Originally uploaded by marcin.wisnios
Niestety, większość zdjęć została wykonana przez szybę, przez co straciły na ostrości i jakości.
Żołądź

Żołądź
Originally uploaded by marcin.wisnios
Nigdy nie wiesz kto czai się w lesie... i kto redagował książkę twojego dziecka.
7.07.2009
AT-AT
Całe lata w przekonaniu, że ręka twórców przeniosła na kartki papieru, a później na ekrany, wyobrażenie fantastycznego świata.
Nie była to jednak wizja. Była to kalka.
Dziś, nosząc małą na ręku, odkryłem prawdę.
Odwracam się wraz z jej wzrokiem. Kieruję kroki we wskazanym uśmiechem kierunku.
To ja, robot kroczący - TA-TA.
6.07.2009
Naleśniki w liczbach

Pancakes
Originally uploaded by marcin.wisnios
0.5 kg mąki
1 litr mleka
2 jajka
0 odrzutów
2 godziny smażenia
I najlepsze na koniec... ani jeden nie zjedzony,... do czasu zrobienia zdjęcia ;-)
22.06.2009
Poświęcenie
Znajdziesz tam, drogi Przyjacielu, magiczną zakładkę co Blip się zowie.
Nie jest to może jakiś webmistrzowski łał, ale zawsze można komentarz na stronie zostawić.
Docencie, docencie ;-)
11.06.2009
Nowy set zdjęć - Królikarnia

Girl sculpture in front of Królikarnia palace
Originally uploaded by marcin.wisnios
Tylko jedno zdjęcie zapowiadające tym razem, aby znajome blogi nie zazdrościły ilości postów :P
Bezpośredni link do setu: http://www.flickr.com/photos/wisnios/sets/72157619511449635/
Dziewiarskie prząśniczki
Dziś w szmateksie siedzą przybrudne laleczki
Wybierają z dżinsu wytarte bluzeczki
Załóż swe nylony
Czas się zacząć myć
Wstydem lateks płonie
Ktoś tu zaczął tyć
Poszedł w anilanie młodzieniec z wiciną
W lajkrę się przebierał, żegnając z dziewczyną
Zdejmij mała sztruksy
W skórę czas się wbić
Wełny nie przymierzaj
Masz za grubą rzyć
W aksamitnej bluzce jest dobrze dziewczynie
Jedwabne pończochy wysłała chłopczynie
Załóż suknię z tafty
Tłuszcz jest trudno skryć
Dziś z elany chustka
A z kretonu nic
Inny się w bawełnie podsuwa z ubocza
Jemu swe koronki rozsunie ochocza
Kiedy brzuch jej ujrzał
Prysła czaru nić
Gorset znów nie pomógł
Wstydź się, dziewczę, wstydź!
Specjalne podziękowania dla żony za uświadomienie różnicy pomiędzy kretonem a krepiną oraz za koronki.
1.06.2009
Żona bawi męża
...a kiedy po kwadransie nie mogę powstrzymać napadów śmiechu słyszę, że "mam długi wtrysk"
...to przepona z sił opada i pozostaje jedynie stwierdzenie: jak tu nie kochać takiej kobiety :D
25.05.2009
Jest czasem taki spam
Temat: If you have a Submariner SS watch, the whole world will belong to you.
Ba! Pewnie, że chciałbym aby świat należał do mnie, i to w rytm "Tomorrow belongs to me".
I kiedy widzę, że od upgradu mojej męskości dzieli mnie tylko jedno kliknięcie...
Upgrade your manhood by getting a Submariner SS watch.
You are one click away
...waham się: "A jednak mnie złowili".
Klikam jednak aby dopełnić post... i trafiam na średniej jakości stronę z podróbkami markowych zegarków.
A miało być tak pięknie.
I dlaczego akurat teraz muszę rekonfigurować filtr antyspamowy w firmie; gdyby nie on, może nigdy nie powstałby ten wpis, nie zatrzymalibyście się aby go przeczytać, nie spędzilibyście tej minuty patrząc na ekran komputera, zdrowsi bylibyście.
2.05.2009
Potyczki kołysankowe
"Busje gda budjet Sonce". "Co ty śpiewasz?" - "Pust wsiegda budiet Sonce..."
No tak, czytam Pielewina w tłumaczeniu. Skąd miałem wiedzieć.
Problem pojawił się na etapie piosenek o dzierganiu.
"U prząśniczki siedzą jak anioł dzieweczki [...] Wić się twoja wić..."
"Co ty znowu śpiewasz?!" - "Wić się tobie wić".
Przez Łódź nie jeżdzę. Dziewiarki w rodzinie nie miałem. "Wić się twoja mać!".
Apogeum nastąpiło na poziomie dzierganiny osobistej.
"Mam chusteczkę haftowaną - wszystkie cztery rogi..."
"No, ja dłużej nie wytrzymam!!" - zakrzyknęła żona, pochodząca ewidentnie z uboższej części mokotowa, gdzie haftowano jedynie jeden róg, a chwalono się jedynie ich ilością: "Mam chusteczkę haftowaną, co ma cztery rogi!!"
I znów, dzięki córce, udało się rodzielić kolejny matrix - utulanek.
28.04.2009
Another one bites the dust
Zapraszam.

Galeria
27.04.2009
Srebrny gronostaj
W świecie zalanym falą ciumkania
Na znak prostestu przeciwko jąćkom, ipkom i glubaskom
Spłodziłem krótki czterowiersz:
Tempo: prestissimo al'dente
Melodia: bliżej ludowo nieokreślona
Mały gronostaj gruby jest
Na jego grzebicie srebrny jeż
Gryzie on kurki, gryzie tak
Aż lecą piórka i pada strach
W celu zwiększenia efektu zaleca się dublowanie zrereręcenia.
Mały grronostaj grruby jest
Na jego grzebiecie srrrebrny jeż
Grrryzie on kurki, grrrryzie tak
Aż lecą piórrka i pada strrrrrrrach.
(Zakończenie w tempie... coś pomiędzy largo a grave)
20.04.2009
Jeżobiegi
Dziś okazało się, że jeden z nich jest albo palaczem albo zagorzałym przeciwnikiem palenia po zmroku.
Stanąłem na balkonie obserwując jeżodrept z jednego końca placu na drugi. Wsunąłem papierosa do ust.
Metaliczny zippodźwięk kliknął w ciszy.
Jeż się zatrzymał. Spojrzał w moim kierunku. Fuknął coś cicho pod nosem. Co? Nie wiem.
Zawstydzony przysiadłem. Pojeżoszusował dalej.
Jeże lubią biegać w ciszy.
19.04.2009
11.04.2009
5.04.2009
Pokażcie mi swoje liście

Show me your leafs
Originally uploaded by marcin.wisnios
Dziś na Mokotowie odbył się coroczny marsz miłośników suszu i kolekcjonerów liści.
Największe okazy prezentowali zbieracze z całej dzielnicy.
Na pobliskiej połaci zieleni, przy zbiegu ul. Domaniewskiej i Abramowskiego, zapaleni hobbyści mogli wysłuchać, przygotowanych specjalnie na tę okazję wykładów. Swoje utwory prezentowała również zaprzyjaźniona grupa seniorów - Wibratton.
Nad porządkiem czuwał dzielny radiowóz marki VW oraz jego nie mniej dzielna załoga.
4.04.2009
It's a kind of magic

IMG_8042
Originally uploaded by marcin.wisnios
Długo nie mogłem się zdecydować czy i które ze zdjęć Soni chciałbym pokazać szerszemu audytorium. Zdjęć jest już grubo ponad tysiąc. Każde (prawie) inne. Tak, wiem. Są całe serie zdjęć, na których tylko my jesteśmy w stanie szybko wskazać różnice - mały grymas, mrugnięcie powieki, lekka linia uśmiechu.
Dla osób z zewnątrz to kelejne dziecko i jego nienormalni ze szczęścia rodzice. Niech tak pozostanie.
Wracając do zdjęcia - myślę, że to właśnie na nie czekałem.
25.03.2009
10.03.2009
Świadectwo
Po trzykroć - Biada!
Wy wszyscy, którzy śmiecie pysznić się znajomością ksiąg świętych!
Porzućcie wiarę, albowiem prawda was przerośnie!
Dziś stanęła przede mna.
Nie ma pary oczu - lecz par ziarnistych krocie.
Nie rogów ostrych kształt przeraża - pomiędzy rogami się rozłożyła.
Nie siarki woń poraża zmysły - to raczej pochodna metanu.
Nie pysk włochaty twarz ludzką lękiem wykrzywia - to brunatna jego blikość zmiękcza odwagi zwieracze.
Nie mówcie mi, co to Szatan, Bestia... ni liczbą ich znamion nie straszcie.
Świadectwo wam daję - widziałem Szatana...
opuścił to ciało niewinne...
bo kupka to zła być przecież nie mogła...
9.03.2009
Nie jestem taki zły
Oblekałem jad w kokon słów i zamieszczałem na Blogu-ducha-winnym. Przeszłość.
Dzięki córce mogę być zły naprawdę.
Wcieram w jej delikatną skórę brunatną maść. Z chitynowych pancerzyków chrząszczy. Tych największych. Niezbyt skwapliwie wymieszaną z błoniastymi fragmentami skrzydeł nietoperzy.
Zakładam jej śpiochę, model Dante Nr 9. Wysłaną puchem z owoców dzikiej róży; tym samym, który wrzucany za koszulę, przyprawiał o łzy szczęścia uliczne koleżanki wieku szkolnego.
Śpiewam jej. Ochrypłym głosem wiarusa alkoholika zszywam ciszę z połaci krzyku. Te najsmutniejsze wojenne historie.
O śmierci, niedoli, bólu...
...wtedy zasypia... i słodkim uśmiechem rozpruwa mój tanią czernią podbity płaszcz.



































